„Alonzo jest bardzo niebezpiecznym stójkowiczem” — tak Iwo Baraniewski mówi o rywalu, na którego trafi na gali UFC 331. To będzie już czwarte starcie 27-letniego warszawianina w najważniejszej organizacji MMA na świecie.
Po drugiej stronie oktagonu stanie Amerykanin Alonzo Menifield, starszy od Baraniewskiego o 11 lat. Menifield zajmuje obecnie 13. miejsce w rankingu wagi półciężkiej UFC — pokonanie go otworzyłoby Polakowi drogę do pierwszej piętnastki tej dywizji. Pojedynek trafił na kartę główną gali UFC 331.
Baraniewski nie owija w bawełnę — przeciwnika traktuje poważnie. „Muszę cały czas być ostrożnym w walce. On jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, ale ja jestem młodym wilkiem i jestem na niego gotowy” — powiedział Polak przed pojedynkiem.
Bilans robi wrażenie. Dziewięć zawodowych walk, dziewięć wygranych przed czasem, w tym siedem przez nokaut. W UFC nie przetrwał jeszcze pierwszej rundy — żadna z jego walk w organizacji nie doczekała się drugiej. Za każdą z nich promocja dorzuciła mu dodatkowy bonus finansowy.
Skąd ta skuteczność? Sam zainteresowany tłumaczy to bez owijania: „Kończę rywali tak szybko, ponieważ lubię dostarczać emocji, wiele emocji w krótkim czasie. W sobotę będą fajerwerki” — zapowiedział przed starciem z Menifieldem.
Od judo do kontraktu z UFC
Baraniewski wywodzi się z judo i w zawodowym MMA rywalizuje od 2023 roku. Kontrakt z UFC wywalczył w programie Contender Series, gdzie znokautował rywala już w 20. sekundzie starcia. W oktagonie UFC zadebiutował w grudniu zeszłego roku. Tuż przed starciem z Menifieldem Polak podpisał z organizacją nowy, korzystniejszy kontrakt na kolejne walki — sygnał, że promocja mocno w niego wierzy.