Drużyna, która ostatnimi laty kojarzyła się głównie z przebudową – czy naprawdę stać ją na to, by zaskoczyć całą ligę? Zdaniem Juliusa Randle’a odpowiedź brzmi: tak, i to już w nadchodzącym sezonie.
31-letni skrzydłowy Brooklyn Nets nie bawi się w dyplomację. „Julius Randle rzucił ostatnio odważnie stwierdzenie, że w tym sezonie Brooklyn Nets zaskoczą wszystkich” – te słowa obiegły ostatnio media zajmujące się ligą.
Julius Randle rzucił ostatnio odważnie stwierdzenie, że w tym sezonie Brooklyn Nets zaskoczą wszystkich.
To nie pierwszy raz, kiedy Randle stawia sprawę tak jasno. Już wcześniej sugerował, że Nets mają potencjał, by zaskoczyć całą stawkę NBA. A skoro powtarza tę deklarację sezon po sezonie, trudno mówić o jednorazowym zagraniu pod publiczkę. To raczej stały element narracji, którą buduje wokół swojej drużyny.
Za tymi słowami stoją też konkretne liczby. W minionym sezonie Randle notował średnio 21,1 punktu na mecz, do tego dokładał 6,7 zbiórki oraz 5,0 asysty – przy średnio 33 minutach na parkiecie w każdym spotkaniu. To profil zawodnika, który realnie bierze na siebie ciężar gry i w ataku, i w obronie.
Deklaracje kontra rzeczywistość
Brooklyn od lat szuka sportowej tożsamości po burzliwym rozstaniu z gwiazdorskim składem sprzed kilku sezonów. Randle, dołączając do klubu, wziął na siebie rolę lidera – przynajmniej w warstwie słownej. Czy jego liczby z poprzedniej kampanii – ponad 21 punktów, blisko 7 zbiórek i 5 asyst na mecz – wystarczą, by przełożyć deklaracje na parkiet? Pokaże dopiero rozpoczynający się sezon.
Jedno jest pewne: sam zawodnik w swoje słowa wierzy. I to nie od dzisiaj.