Ile może zdziałać jedna walka na wyobraźni szefa największej organizacji MMA na świecie? W przypadku Salahdine’a Parnasse’a odpowiedź jest prosta: naprawdę dużo.
Były podwójny mistrz KSW zadebiutował w UFC 5 września. To nie był pojedynek dorzucony gdzieś w środek karty walk – Francuz od razu dostał walkę wieczoru, i to na gali UFC w Paryżu. Wygrał.
Dana White, prezes UFC, nie krył zachwytu, komentując ten występ podczas konferencji prasowej po programie Contender Series.
To był niesamowity występ.
Na samych pochwałach się nie skończyło – White sięgnął po konkretne liczby. Jak stwierdził, debiut Parnasse’a okazał się trzecim największym w historii organizacji pod względem zasięgów w mediach społecznościowych. Wyżej uplasowały się tylko starty Paddy’ego Pimbletta i Rosasa Juniora.
Kolejny krok: Holloway?
Sam Parnasse nie zamierza zwalniać tempa. Zaraz po zwycięstwie zapowiedział, że celuje w czołówkę wagi lekkiej. Jedno nazwisko padło wyraźnie – Max Holloway, były mistrz UFC.
Droga Francuza do UFC była nietypowa. W 2026 roku zakończył współpracę z KSW – organizacją, w której zdobył dwa mistrzowskie pasy. Jeszcze tego samego roku pojechał do Stanów Zjednoczonych, zawalczył na gali MVP i wygrał. To właśnie ten wynik otworzył mu drzwi do kontraktu z UFC.
Dziś, po udanym otwarciu rozdziału w największej organizacji MMA na świecie, Parnasse ma coś, czego wielu debiutantów nigdy nie osiąga: uwagę samego Dany White’a i miejsce w rozmowach o starciach z absolutną czołówką dywizji.