Czy tym razem polskie siatkarki wreszcie przełamią klątwę ćwierćfinału? Odpowiedź poznamy w czwartek 3 września o godzinie 15:00 – wtedy zmierzą się z Holandią o awans do półfinału mistrzostw Europy.
Stawka jest wyjątkowa. Polska reprezentacja nie stanęła na podium mistrzostw Europy od 17 lat. To kawał czasu – najmłodsza zawodniczka obecnej kadry, Maja Koput, miała wtedy zaledwie dwa lata. Ostatnie złote medale Polki wywalczyły w latach 2003 i 2005. Od tamtej pory nic.
Nie brakowało chwil, w których wydawało się, że posucha wreszcie dobiegnie końca. Siedem lat temu, w 2019 roku, Polki uwierzyły w sukces tuż przed walką o medal ME. I znów skończyło się tak, jak kończyło się już wielokrotnie – wcześniej i później.
Ćwierćfinał jako pułapka
Statystyki ostatnich pięciu lat nie zostawiają złudzeń. Polska kadra kończyła na etapie ćwierćfinału niemal każdą wielką imprezę – wyjątkiem była tylko Liga Narodów. Lista porażek na tym samym etapie robi się długa: mistrzostwa Europy 2021, mistrzostwa świata 2022, mistrzostwa Europy 2023, igrzyska olimpijskie 2024, mistrzostwa świata 2025. Dwa razy drogę zagradzały Włoszki – najpierw na Euro 2023, potem na mundialu 2025.
Tym razem rywalem nie są jednak faworytki z Italii, lecz Holenderki. I to Holenderki w wydaniu słabszym niż to z 2023 roku. W 1/8 finału musiały się mierzyć z Portugalią – rywalem, którego pokonanie samo w sobie niczego jeszcze nie przesądzało o formie na miarę medalu.
Dla polskiej kadry to może być najlepsza okazja od lat, by przerwać serię ćwierćfinałowych rozczarowań. Czwartkowe starcie o 15:00 pokaże, czy historia wreszcie się zmieni.