„Carlos Prates oznaczył Islama Makhacheva na plakacie UFC 334, proponując siebie jako przeciwnika w walce wieczoru w Nowym Jorku”. Gest był jednoznaczny. Brazylijczyk nie owija w bawełnę — chce mistrza wagi półśredniej na afiszu największej gali roku.
Islam Makhachev, obecny lider dywizji, dopiero co przeszedł chrzest bojowy na nowej wadze. 15 sierpnia na gali UFC 330 przeprowadził pierwszą obronę pasa, mierząc się z Ianem Machado Garrym. Sędziowie nie mieli wątpliwości: karty czytano 49-46, 49-46 oraz 48-47 na korzyść Dagestańczyka. Makhachev broni bilansu 29 zwycięstw przy zaledwie jednej porażce, Garry zanotował 17 wygranych i 2 porażki.
To był dopiero drugi występ Makhacheva w wadze do 77 kg. Rok wcześniej Dagestańczyk awansował do tej kategorii i od razu odebrał pas Jackowi Delli Maddalenie, przejmując tron, do którego teraz mierzy Prates.
Prates ma argumenty na papierze
Brazylijczyk legitymuje się rekordem 24 zwycięstw i 7 porażek — bilans skromniejszy od mistrzowskiego, ale swoje wyzwanie opiera nie tylko na liczbach. Ma 34 lata, w październiku skończy 35, więc zegar tyka, jeśli marzy o pasie. Fizycznie za to sprawa wygląda inaczej niż w większości pojedynków Makhacheva: Prates jest wyższy od mistrza o 12 centymetrów, a jego zasięg ramion przewyższa zasięg Dagestańczyka aż o 19 centymetrów.
Data i miejsce nie są przypadkowe. UFC 334 zaplanowano w Nowym Jorku — dokładnie tam, gdzie Prates chciałby się zmierzyć z mistrzem. To osobna gala od UFC 335, które odbędzie się w Las Vegas, więc organizacja ma w kalendarzu dwa duże wydarzenia do obsadzenia.
W tle pojawia się jeszcze jeden czynnik, który może wpłynąć na terminarz Makhacheva. Pierwszy dzień świętego miesiąca ramadanu przypada w 2027 roku na 7 lutego, co dla praktykującego muzułmanina bywa istotnym punktem odniesienia przy planowaniu startów. Na razie jednak to Prates dyktuje tempo w mediach społecznościowych i czeka na odpowiedź ze strony obozu mistrza.