„W 2023 roku popularny »Gamebred« rozstał się z największą organizacją MMA na świecie i przeszedł na sportową emeryturę” — tak brzmiał, przynajmniej oficjalnie, ostatni rozdział kariery Jorge’a Masvidala w UFC. Teraz Amerykanin daje do zrozumienia, że ta historia wcale się nie zakończyła.
Masvidal to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy MMA ostatniej dekady. Droga na szczyt nie była jednak prosta — przełom przyszedł dopiero w 2019 roku, po serii dwóch porażek z rzędu, gdy znokautował faworyzowanego wówczas Darrena Tilla. Ten jeden wynik otworzył mu drzwi do największych gal i uczynił go jednym z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w organizacji.
Kolejnym punktem zwrotnym była walka z Benem Askrenem na gali UFC 239 w Las Vegas. Masvidal zakończył ją błyskawicznym, spektakularnym nokautem — i to starcie katapultowało go do ścisłej czołówki popkultury MMA. Wraz z Israelem Adesanyą trafił nawet na okładkę gry EA Sports UFC 4.
Trudne lata i próba powrotu
Po latach na szczycie przyszedł kryzys. W ciągu około 48 miesięcy Masvidal przegrał pięć walk, z czego cztery w UFC. Ta seria porażek ostatecznie doprowadziła go do decyzji o zakończeniu kariery w 2023 roku. Już rok później „Gamebred” wznowił karierę, stając do rewanżowej walki z Natem Diazem — którą jednak przegrał.
Mimo tej porażki Masvidal nie zamierza definitywnie żegnać się z klatką. Amerykanin zapowiada powrót do UFC i marzy o starciu ze swoim arcywrogiem. Kolejny rozdział rywalizacji, która od lat elektryzuje środowisko MMA, może więc dopiero się zaczynać.