Wrzesień, Los Angeles. Hala wypełniona po brzegi, kibice czekają na rewanż w czubie wagi lekkiej UFC. Arman Tsarukyan i Charles Oliveira mieli ponownie stanąć naprzeciw siebie podczas gali UFC 331. Walka miała być pięciorundowym co-main eventem całej karty. Do starcia jednak nie doszło. A Ormianin wciąż nie kryje wątpliwości co do powodów tej sytuacji.
Pojedynek zapowiadano jako jedno z najważniejszych starć wrześniowej gali. Tsarukyan przygotowywał się do niego jak do kluczowego momentu kariery — liczył na miejsce w pięciorundowym co-main evencie, tuż obok głównej walki wieczoru. Rewanż z Brazylijczykiem miał wreszcie rozstrzygnąć rywalizację, która od dawna elektryzowała fanów dywizji lekkiej.
Podejrzliwość Tsarukyana
Najwięcej kontrowersji budzi jednak to, co działo się już po odwołaniu starcia. Ormianin twierdzi, że zaledwie 3-4 dni po rezygnacji z walki Oliveira zaczął publikować w mediach społecznościowych relacje z treningów — jakby nic się nie stało, jakby po prostu wrócił na pełnoprawny obóz przygotowawczy. Dla Tsarukyana to sygnał, który trudno pogodzić z powagą sytuacji przywoływanej jako powód rezygnacji.
„Nie rozumiem jednak tego, bo 3-4 dni później robił już jakieś relacje z treningów, jakby wrócił na obóz przygotowawczy”.
Ta rozbieżność czasowa — od odwołania walki do powrotu na salę treningową w ciągu zaledwie kilku dni — stała się osią wątpliwości Ormianina. Sam pojedynek, który miał wieńczyć długo wyczekiwany rewanż w Los Angeles, pozostaje więc na razie niezrealizowanym scenariuszem. Kibice wagi lekkiej wciąż czekają na odpowiedź: kiedy, i czy w ogóle, dojdzie do konfrontacji obu zawodników.