„Zdecydowanie czuję, że w lidze są gracze, do których można mnie porównać. Powiedziałbym, że jestem mieszanką różnych graczy – pod względem rozmiarów, siły i umiejętności rzutowych” – mówi Tyler Nickel, opisując swój styl gry. Najbliżej mu, jak sam twierdzi, do Duncana Robinsona z Detroit, Maxa Strusa z Cleveland i Sama Hausera z Bostonu. „Jednocześnie mam swój własny styl gry. Jestem więc swego rodzaju mieszanką wielu zawodników, ale przede wszystkim pozostaję sobą” – zaznacza.
22-letni Nickel ma przed sobą decyzję, która na pierwszy rzut oka nie trzyma się kupy finansowo. New York Knicks wybrali go z 47. numerem tegorocznego draftu NBA. Problem w tym, że w NCAA, grając na zasadach NIL, mógłby zarabiać więcej niż jako zawodowiec – szacowana wartość rynkowa zawodnika w ubiegłym sezonie wynosiła od 1 do 1,4 miliona dolarów. Standardowy kontrakt typu „two-way”, jaki realistycznie czeka go w NBA, gwarantuje w sezonie 2026/27 zaledwie 678 882 dolarów.
Mimo to Nickel deklaruje, że wybiera NBA i Knicks. I ma argument pod ręką: Liga Letnia w Las Vegas, gdzie notował średnio 12,2 punktu na meczu, trafiając przy tym 41,3% rzutów za trzy punkty. Dla sztabu Knicks to liczby, które potwierdzają, że snajperskie umiejętności – te, które sam zawodnik porównuje do Robinsona, Strusa i Hausera – mogą przełożyć się na realną rolę w rotacji.
Miejsce w składzie i kontekst draftu
Knicks mają już 13 zawodników z gwarantowanymi kontraktami, więc pola do eksperymentów kadrowych zostało niewiele. Klub wciąż potrzebuje wzmocnienia na pozycji środkowego – miejsce dla skrzydłowego-strzelca typu Nickel nie jest więc oczywiste, choć drzwi wciąż stoją otworem. W tym samym drafcie Knicks wybrali z numerem 39 Jacka Kayila. Ten jednak ma kontynuować karierę w Europie, a New York zachowuje do niego prawa na przyszłość.
Inną ścieżkę wybrał Robbie Avila. Podpisał umowę typu Exhibit 10 z Los Angeles Lakers, zachowując przy tym gwarancję rozegrania jeszcze jednego sezonu w NCAA. Widać więc, że rezygnacja z bezpieczniejszych i lepiej płatnych opcji akademickich, na którą zdecydował się Nickel, nie jest jedyną drogą dla młodych zawodników wybranych w drugiej rundzie draftu.
Dla Nickela nie chodzi jednak o same pieniądze. Liczy się szansa na grę w drużynie, w której występują Jalen Brunson i Karl-Anthony Towns. To właśnie obecność takich gwiazd w składzie Knicks czyni ofertę NBA atrakcyjną – nawet gdy bilans finansowy wygląda korzystniej po stronie NCAA.