„Ostatni okres mocno mnie przytłaczał, choć z zewnątrz mogło wyglądać, że bez problemu radzę sobie z niepowodzeniami” – przyznał Mateusz Rębecki tuż po walce. Polak miał nareszcie powód, żeby odetchnąć.
Rębecki pokonał Kyle’a Prepoleca przez zatrzymanie walki przez sędziego pod koniec pierwszej rundy. Sprowadził Kanadyjczyka do parteru, kontrolował go uderzeniami i nie dał mu wyjść – aż sędzia zdecydował się przerwać starcie. Czyste, zdecydowane zakończenie.
Smak zwycięstwa był tym wyraźniejszy, że przed wylotem do Serbii Rębecki zaliczył trzy kolejne porażki – z Chrisem Duncanem, Ludovitem Kleinem i Grantem Dawsonem. Prepolec nie był jednak rywalem wybranym wyłącznie po to, by łatwo odbudować pewność siebie – Kanadyjczyk wchodził do tej walki bez ani jednej wygranej w UFC, co oznaczało, że dla obu zawodników stawką było coś więcej niż kolejna liczba w statystykach.
Jedyny triumf w polskim obozie
Gala odbyła się w Belgrade Arenie i była pierwszym wydarzeniem UFC zorganizowanym w Serbii. Na tym historycznym wieczorze Polskę reprezentowało trzech zawodników: Jan Błachowicz, Marcin Tybura i właśnie Rębecki. Wrócił z tarczą tylko ten ostatni. Błachowicz przegrał z Navajo Stirlingiem, Tybura uległ Aleksandarowi Rakiciowi, a w walce wieczoru lokalny faworyt Uroš Medić pokonał Daniela Rodrigueza.
Sztab szkoleniowy nie krył satysfakcji. Trener Dawid Pepłowski powiedział po walce wprost, że właśnie takiego Mateusza chciałby oglądać przy każdym kolejnym wyjściu do klatki. Trener Piotr Bagiński nie znalazł natomiast żadnego elementu, do którego można byłoby się przyczepić. Sam Rębecki podziękował całemu sztabowi i podkreślił, że tworzy z trenerami zgrany zespół.
Po trzech porażkach z rzędu Rębecki udowodnił, że potrafi się podnieść – i zrobił to w sposób, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości.