Przyszłość Donovana Mitchella w Cleveland była tematem spekulacji przez dłuższy czas, jednak we wtorek sprawa ostatecznie się rozstrzygnęła. Gwiazdor porozumiał się z Cavaliers w sprawie czteroletniego, maksymalnego przedłużenia kontraktu, w ramach którego ma zarobić ponad 270 milionów dolarów. Ostatni rok umowy stanowi opcję zawodnika na sezon 2030-31, a dodatkowo w kontrakcie znalazł się tzw. trade kicker – zapis gwarantujący wyższe zarobki, gdyby Cleveland zdecydowało się w przyszłości wytransferować Mitchella do innego zespołu.
Zawodnik miał w umowie opcję na sezon 2027-28, jednak zamiast z niej skorzystać, zdecydował się na nowe przedłużenie, które wejdzie w życie właśnie od tego sezonu. Przy założeniu, że próg salary cap w rozgrywkach 2027-28 wyniesie 174 miliony dolarów, zarobki Mitchella mogłyby wyglądać następująco: 60,9 miliona w sezonie 2027-28, 65,7 miliona rok później, 70,6 miliona w 2029-30 oraz 75,5 miliona w ostatnim, opcjonalnym sezonie 2030-31.
Mitchell mógł zarobić więcej, ale wybrał stabilność
Warto zaznaczyć, że koszykarz miał możliwość poczekania z podpisem do kolejnego lata – wtedy mógłby wynegocjować pięcioletnią umowę, w której ostatnim roku zarobiłby nawet 80 milionów dolarów. Zamiast tego zdecydował się przedłużyć kontrakt już teraz, w pierwszym możliwym terminie. To już drugie tego typu porozumienie Mitchella z Cleveland – pierwsze podpisał w 2024 roku.
Udany sezon i pierwszy awans do finałów konferencji
Za koszykarzem pozostają bardzo udane rozgrywki. Siedmiokrotny uczestnik All-Star Game rozegrał 70 meczów fazy zasadniczej, notując średnio 27,9 punktu i 5,7 asysty na spotkanie. Trafił do drugiej piątki All-NBA, a w głosowaniu na MVP uplasował się na siódmym miejscu. Dwudziestodziewięcioletni gracz występuje w Cleveland od 2022 roku, a tej wiosny po raz pierwszy w barwach Cavaliers awansował do finałów konferencji.
Po porażce z Knicks Mitchell mówił, że uwielbia grać w Cleveland i wierzy, że drużyna w końcu przełamie dotychczasową barierę i sięgnie po mistrzostwo. Zasygnalizował wtedy również chęć przedłużenia współpracy z klubem, co dla władz Cavaliers – równolegle zabiegających o podpis LeBrona Jamesa i jego powrót do Ohio – stanowiło jeden z priorytetów tegorocznego okienka transferowego.