Max Holloway jest wyraźnym faworytem przed rewanżem z Conorem McGregorem — i doskonale o tym wie. Ale status faworyta to dla niego nie powód, żeby rywala niedoceniać. Walka zaplanowana jest na 11 lipca, jako main event gali UFC 329 w Las Vegas. Hawajczyk mówi wprost: McGregor będzie groźny wszędzie.
Ich pierwsza konfrontacja odbyła się 13 lat temu. Wtedy lepszy okazał się Irlandczyk — wygrał jednogłośnie na punkty. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Holloway wyrósł na jednego z najlepszych pięściarzy w historii UFC, McGregor zaś wraca do oktagonu po pięcioletniej przerwie. To już zupełnie inny rewanż niż zwykłe powtórzenie tamtego starcia.
„Nie wiem, czy widzieliście te porąbane statystyki, ale Conor ma chyba pięć obaleń w UFC, z czego cztery ze mną.”
Tak Holloway skomentował pewną zaskakującą liczbę w rozmowie z ESPN MMA. Przypadek? Raczej nie. To taktyczna wskazówka — Hawajczyk otwarcie przyznaje, że McGregor może postawić na zapasy jako element niespodzianki. I właśnie to czyni go tak trudnym do rozpracowania.
„Wtedy zresztą jest najniebezpieczniejszy – gdy musi wszystko mieszać.”
Holloway powiedział to bez cienia ironii. Według niego McGregor będzie groźny w każdej płaszczyźnie walki — w stójce, w parterze, w klinchu. Żadnego obszaru nie można po prostu zignorować.
Nieoczekiwana szansa po porażce z Oliveirą
Droga do tej walki nie była dla Hollowaya prosta. Kilka miesięcy temu przegrał rewanżowe starcie z Charlesem Oliveirą. Logika podpowiadała, że to właśnie Brazylijczyk powinien dostać szansę na McGregora — UFC zdecydowało jednak inaczej i Oliveira tej walki nie otrzymał. Sam Holloway przyznaje, że po tamtej przegranej zupełnie nie spodziewał się zestawienia z Conorem. A jednak tak się stało.
Teraz Hawajczyk ma przed sobą coś więcej niż tylko rewanż. Marzy o pasie kategorii lekkiej i tytule mistrza dwóch dywizji. Czas gra rolę — pod koniec 2026 roku skończy 35 lat. Okno możliwości się zwęża.
Jeśli 11 lipca okaże się hitem, w grę wchodzi trylogia — Holloway rozważa nawet grudniowy mecz na stadionie. Najpierw jednak Las Vegas. I McGregor, który po pięciu latach nieobecności może wyciągnąć asa z rękawa.