7 lutego, ostatnia sekunda walki w Las Vegas. Jakub Wikłacz zaciska gilotynę na szyi Muina Gafurova i wymusza poddanie. Bonus za występ trafia do kieszeni, a na horyzoncie czeka kolejna walka w UFC – 6 czerwca, z Marcusem McGhee. Potem wszystko się posypało. Podczas treningu 29-latek uszkodził staw obojczykowo-mostkowy i złamał przyczep pierwszego żebra. Walka odwołana.
Operacji nie będzie – lekarze uznali, że można bez niej. Wikłacz omija salę operacyjną, ale od rywalizacji nie stroni. 12 września stanie na macie Tauron Areny Kraków podczas Mistrzostw Świata ADCC. Dostał dziką kartę w kategorii do 66 kg.
Zgoda UFC, dwie dzikie karty
Żeby wystąpić na imprezie innej organizacji, zawodnik UFC musi uzyskać zgodę promocji. Wikłacz ją dostał. Co więcej, nie jest jedynym Polakiem z oktagonu, który skorzysta z tej okazji – dziką kartę i zgodę UFC na start w Krakowie otrzymał również Mateusz Gamrot, były mistrz KSW.
Wikłacz sam jest byłym mistrzem KSW i w UFC zdążył stoczyć dwie walki. Zadebiutował na numerowanej gali UFC 320, gdzie pokonał na punkty – split decision – Patchy Mixa, byłego mistrza Bellatoru. Potem przyszła ta gilotyna w ostatniej sekundzie na Gafurowie i kolejny bonus. Teraz, zamiast McGhee, czeka go grappling na najwyższym światowym poziomie. Kraków, 12–13 września.