Czy Jakub Wikłacz dołączy do wąskiego grona Polaków z mistrzowskim pasem UFC na szyi? Dotąd ta sztuka udała się tylko dwóm rodakom – Joannie Jędrzejczyk i Janowi Błachowiczowi. Jędrzejczyk przez kilka lat dominowała w kategorii słomkowej kobiet, Błachowicz z kolei sięgnął po mistrzostwo dywizji półciężkiej w 2020 roku. Teraz do tego grona aspiruje 29-letni były mistrz KSW, który bez ogródek mówi o pasie w kategorii koguciej UFC.
Wikłacz nie kryje ambicji. W rozmowie z Flashscore powiedział jasno: „Moim celem jest pas i jeżeli będę robił wszystko tak, jak powinienem, to go zdobędę”. Zaraz jednak dodał zastrzeżenie, które zdradza chłodną kalkulację doświadczonego zawodnika: „Czasami jest tak, że element losowości może cię zatrzymać, bo to jest sport, w którym naprawdę też się liczy szczęście”. Podsumował to zdaniem, które posłużyło za tytuł jego deklaracji: „A myślę, że z takim mentalem po prostu zdobędę pas”.
Bilans Polaka w UFC jest na razie nieskazitelny. Dwa występy, dwa zwycięstwa. Najpierw pokonał Patchy’ego Mixa, potem poddał Muina Gafurova dosłownie sekundę przed końcem pojedynku. Trudno wyobrazić sobie lepszy wstęp do rywalizacji w najbardziej prestiżowej organizacji MMA na świecie.
Droga do szczytu wiedzie przez gęstą kategorię
Kłopot w tym, że kogucia dywizja UFC to obecnie jedna z najmocniej obsadzonych kategorii w całej organizacji. W jej czołówce znajdują się Petr Yan, Merab Dvalishvili, Umar Nurmagomedov, Sean O’Malley i Song Yadong – nazwiska, które od lat krążą między sobą w rankingach i walkach o tytuł. Żeby Wikłacz mógł realnie liczyć na starcie o pas, będzie musiał przebić się przez kilku z nich.
Na razie liczy się jednak sama obecność w oktagonie. Były czempion KSW liczy na powrót do klatki UFC jeszcze przed końcem 2026 roku, choć data kolejnego pojedynku wciąż nie jest znana. Do tego momentu zostają więc słowa – a te, jak sam zapowiada, mają w końcu przełożyć się na konkretny wynik w klatce.