Do gali KSW 124, zaplanowanej na 19 grudnia w Gliwicach, zostało kilka tygodni, a kibice wciąż liczyli, że na karcie walk pojawi się nazwisko Mameda Khalidova. Zawodnik sam ucięł te spekulacje krótkim wpisem w mediach społecznościowych. „Niestety nie walczę w grudniu. Trenuję i czekamy co dalej” – napisał wojownik z Olsztyna.
Khalidov przyznał, że od organizacji nie otrzymał żadnej konkretnej propozycji starcia. „Co do mojej walki, nie mam jeszcze konkretnej propozycji od KSW” – zaznaczył. Na jakikolwiek sygnał od promocji czeka już ponad dwa miesiące, jak sam dodał. „Czekam i czekam, a czekam już ponad dwa miesiące, więc taka informacja” – podsumował.
Sprawę postanowił zgłębić dziennikarz Artur Mazur. Zwrócił się o komentarz do jednego z właścicieli KSW, Martina Lewandowskiego – odpowiedzi jednak nie otrzymał. „Poprosiłem o komentarz organizację (a konkretnie Martina Lewandowskiego), ale… komentarza nie będzie” – przekazał Mazur.
Głos trenera
Milczenie organizacji nie umknęło uwadze otoczenia Khalidova. Szymon Bońkowski, jeden z głównych trenerów zawodnika, odniósł się do sprawy na platformie X, a jego słowa zabrzmiały niemal jak ostrzeżenie. „Fizyczna dyspozycja Mameda jest wciąż niesamowita, ale zegar tyka i w tym wieku każde pół roku czekania może mieć znaczenie” – napisał Bońkowski.
W tle całej sprawy toczy się jeszcze jedna roszada wagowa w KSW – Rafał Haratyk przechodzi do kategorii średniej, co może wpłynąć na układ przyszłych pojedynków w dywizji, w której startuje Khalidov. Na razie jasne jest tylko jedno: 19 grudnia w Gliwicach bez niego się nie obejdzie, choć raczej w roli widza niż zawodnika w klatce.