UFC zaproponowało Mateuszowi Gamrotowi (26-5-0, 1 NC) starcie z Brianem Ortegą (16-5-0, 1 NC) na listopad. Polak odmówił. Jak sam przyznał, oferta kusiła, ale wchodzić w nią na żywioł nie zamierzał.
„Bardzo ciekawa propozycja i kusząca, ale to by było na wariata, potrzebuję na spokojnie podejść do kolejnej walki” – wyznał Gamrot. O kulisach tej decyzji opowiedział w Kanale Sportowym. Zaznaczył przy tym, że Ortega znajduje się w czołówce rankingu – a to pokazuje, jak poważną ofertę ostatecznie odrzucił.
Powód jest prosty: zdrowie. Przygotowania do poprzedniego występu nie oszczędziły Gamrota – złamał nos, do tego doszły problemy z kolanem. „Patrząc na kontuzje kolana i nosa, nie mogłem wziąć tego pojedynku. Powiedziałem, że bardzo chętnie, ale na późniejszym etapie” – tłumaczył zawodnik. Tamten występ i tak zakończył się porażką – w sierpniu Gamrot przegrał przez poddanie z Quillanem Salkilldem na gali UFC Fight Night.
Po tej walce 35-letni zawodnik sprawdził się w zupełnie innej dyscyplinie. We wrześniu wystartował w mistrzostwach świata ADCC w grapplingu, lecz odpadł już w pierwszej rundzie.
Ciekawostka: zanim układaniem kart walk zajął się Dan Hooker (24-15-0), to jemu, a nie Gamrotowi, zaproponowano starcie z Ortegą. Dla Polaka oznacza to dłuższe oczekiwanie na kolejnego rywala, choć pewne przeczucia już ma. „Pewnie dostanę kogoś, kto jest nade mną w rankingu, albo kogoś rozpędzonego spoza rankingu” – przewiduje zawodnik.
Powrót na własnych warunkach
Gamrot chce wracać do oktagonu w swoim tempie – nie pod dyktando kalendarza UFC. „Trenuję, pewnie po Nowym Roku ruszę na Florydę i będę czekał” – zapowiedział, wskazując połowę stycznia jako prawdopodobny termin wyjazdu. To właśnie tam, w barwach American Top Team, szykuje się do kolejnego starcia.
Sam powrót do klatki widzi dopiero wiosną. „Od 2-3 lat wychodzi tak, że wylatuję w połowie stycznia, w marcu lub kwietniu chętnie zawalczę” – przyznał były podwójny czempion KSW.
Zmieniło się też jego nastawienie przed kolejnym wejściem do klatki. Gamrot deklaruje, że odpuszcza sobie presję rankingów i pogoń za pasem. „Już nie chcę myśleć o kolejnych szansach, o tym, co wydarzy się w przyszłości. Teraz chcę po prostu zadowolić samego siebie, wyjść na pojedynek i zawalczyć tak, jakbym chciał, zadowolić fanów” – podsumował zawodnik American Top Team.