„Nie odpłynąłem” — protestował Isai Ramos, gdy sędzia Piotr Jarosz dał znak końca walki. Do tej sceny doszło na gali Babilon MMA 61, gdzie Piotr Kacprzak zmierzył się z Wenezuelczykiem w pojedynku, który od pierwszej do ostatniej sekundy nie szedł według jednego scenariusza.
Gala odbyła się w sobotę. Dla Kacprzaka był to szczególny powrót — pierwszy start poza organizacją KSW od listopada 2024 roku. Po drugiej stronie klatki stanął zaś Isai Ramos, zawodnik dobrze znany polskiej publice z występów właśnie w KSW.
Pierwsza runda należała do Wenezuelczyka. Ramos znalazł się za plecami Kacprzaka i przez długie fragmenty rundy dyktował warunki wymiany. Polak zdołał się uwolnić z tej pozycji, ale i tak musiał odpierać kolejne ataki rywala prowadzone z góry.
Latające kolano i trójkąt, który zdecydował o wyniku
W drugiej rundzie obraz walki się odwrócił. Kacprzak trafił Ramosa efektownym latającym kolanem. Wenezuelczyk zachwiał się po tym uderzeniu, a Polak natychmiast wykorzystał moment słabości, przenosząc starcie do parteru. Tam zapiął na rywalu trójkąt nogami.
To właśnie ten chwyt wywołał spór, który rozgorzał po walce. Sędzia Piotr Jarosz nie był przekonany, czy duszenie jest zapięte wystarczająco ciasno, i w pewnym momencie chwycił za rękę Ramosa, by to zweryfikować. Gdy Wenezuelczyk podniósł kciuk, Jarosz uznał to za sygnał poddania i zakończył pojedynek.
„Nie odpłynąłem” — miał tłumaczyć Ramos tuż po werdykcie.
Zawodnik z Wenezueli protestował, utrzymując, że nie stracił przytomności w wyniku duszenia i że decyzja sędziego była przedwczesna. Werdykt jednak nie został zmieniony — walkę wygrał Piotr Kacprzak.