Kamery pracują, McKenzie Pavacich zadaje kolejne pytanie, a Joaquin Buckley nie odpowiada. Stoi, wpatruje się w obiektyw i nie wydaje z siebie słowa, choć to on jest bohaterem wywiadu kręconego za kulisami programu z ważenia. Chwilę wcześniej, na scenie, przed publicznością, odmówił uściśnięcia dłoni szefowi UFC Danie White’owi. Ręki nie podał też rywalowi, Mike’owi Malottowi. Następnego dnia w oktagonie w Edmonton wszystko się zmieniło, i to gwałtownie.
Malott trafił Buckleya potężnym kolanem w podbródek. Ochraniacz na zęby wyleciał mu z ust, a razem z nim zniknęła przytomność. Nokaut w trzeciej rundzie przerwał walkę i jeszcze bardziej pogłębił kryzys Amerykanina. To już trzecia porażka z rzędu – po serii sześciu zwycięstw, która jeszcze niedawno stawiała go w gronie kandydatów do pasa mistrzowskiego wagi półśredniej.
Dwie wcześniejsze przegrane w tej serii to porażki na punkty – z byłym mistrzem UFC Kamaru Usmanem i z Seanem Bradym. W tym samym czasie Buckley doznał też dwóch porażek w zapaśniczych pojedynkach organizacji RAF. Taki bilans jeszcze rok temu trudno było sobie wyobrazić przy nazwisku zawodnika pretendującego do walki o pas.
Milczenie na ważeniu, słowa po nokaucie
Po powrocie do siebie Buckley nie uciekł od tematu. Opublikował na Instagramie nagranie, w którym opisał wydarzenia z oktagonu ze swojej perspektywy. „Walka nie potoczyła się po mojej myśli. Ani trochę” – przyznał. Dodał przy tym, że sam materiał trafił na jego kanał na platformie Kick, prowadzony pod nazwą „I Am Joaquin Buckley”.
Mimo porażki Buckley szukał w tej sytuacji jasnych stron. „Ludzie byli rozbawieni, podobało im się widowisko, a ja naprawdę wierzę, że to, co zrobiłem, pomogło przyciągnąć do tego sportu więcej uwagi” – stwierdził.
„Nie zamierzam się zatrzymywać. Będę iść naprzód. Ostatecznie jestem zawodnikiem, który walczy”.
Te słowa kłują kontrastem na tle obrazu z dnia przed galą – zawodnika, który milczał przed kamerą i odmawiał gestów szacunku wobec organizatora i rywala. Teraz, po trzeciej porażce z rzędu, Buckley deklaruje, że to wciąż nie koniec jego drogi w UFC.