„O 2:34 przyszła wiadomość, 7:14 odpisałem” — tak Mateusz Gamrot opisał moment, w którym dowiedział się o propozycji kolejnej walki w UFC. Wiadomość z nazwiskiem rywala i terminem pojedynku wpłynęła do niego w środę, w środku nocy.
Polak zdradził szczegóły tej historii w magazynie „Klatka po klatce”. Długo się nie zastanawiał. „Jeszcze dobrze oka nie przetarłem, a już wyklikałem tam 'let’s go'” — wspominał, śmiejąc się z własnego pośpiechu.
Zgodnie z otrzymaną propozycją kolejny pojedynek Gamrota ma się odbyć w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Dla zawodnika wagi lekkiej, który od lat należy do czołówki tej kategorii na świecie, to sytuacja nietypowa. „Miło się zrobiło, bo pierwszy raz w życiu dostałem propozycję z tak dużym wyprzedzeniem” — podkreślił Gamrot. Wcześniej, jak dodał, oferty walk trafiały do niego znacznie bliżej terminu samego wydarzenia.
Taki komfort czasowy oznacza coś konkretnego: obóz przygotowawczy można teraz zaplanować z wyprzedzeniem, jakiego Gamrot wcześniej nie miał.
Powrót do sprawdzonego schematu na Florydzie
Scenariusz przygotowań ma być znajomy. Na początku roku Gamrot po raz kolejny wyleci do klubu American Top Team na Florydzie, by tam dokończyć zgrupowanie przed walką. To rytuał powtarzany od kilku lat. „Po Nowym Roku w styczniu wylatuję do ATT i tam sobie siedzę i ćwiczę” — opisywał zawodnik.
Sam przyznaje, że obecny etap przygotowań układa mu się wyjątkowo dobrze. „Moja metodyka i systematyka treningowa naprawdę fajnie się układa teraz i fajnie sobie ćwiczę” — ocenił.
Przed wyjazdem do Stanów Gamrot stawia jednak na życie rodzinne. Jak mówi, spędza czas z bliskimi i dzieckiem, zaprowadzając je na zajęcia. To spokojny czas przed kolejnym, już zaplanowanym na początek 2027 roku, zrywem treningowym za oceanem.