„Jeśli chcecie zwolnić zawodnika, w porządku. Ale nie mówcie później publicznie, że był 'trudny we współpracy’, ani nie twórzcie jakiejś bzdurnej narracji na jego temat, która może zaszkodzić jego reputacji i sprawić, że inne organizacje dwa razy zastanowią się, zanim zaoferują mu kontrakt” — mówi Muhammad Mokaev. Były zawodnik UFC nie zostawia suchej nitki na organizacji, z którą rozstał się po dwóch latach walk.
26-letni Mokaev, Brytyjczyk o dagestańskich korzeniach, trafił do UFC w marcu 2022 roku. Zadebiutował na gali w Londynie, gdzie w pierwszej rundzie poddał gilotyną Cody’ego Durdena, za co otrzymał bonus za najlepsze poddanie wieczoru. Potem budował pozycję w kategorii muszej krok po kroku: pokonał kolejno Charlesa Johnsona, Malcolma Gordona, Jafela Filho, Tima Elliotta i Alexa Pereza. Ostatnim zwycięstwem w jego karierze w UFC było pokonanie Manela Kape jednogłośną decyzją sędziów na gali UFC 304 w Manchesterze w lipcu 2024 roku.
Mimo niepokonanego rekordu organizacja nie przedłużyła z nim kontraktu i Mokaev przestał być częścią UFC. Stało się to, gdy Brytyjczyk był blisko walki o pas mistrzowski. Szef UFC Dana White sugerował wówczas, że decyzję o braku nowego kontraktu podyktowało trudne usposobienie zawodnika. W organizacji spędził lata 2022-2024.
Zarzut o sterowanie stylem walki
Teraz Mokaev idzie dalej niż zwykła skarga na brak nowej umowy. Twierdzi wprost, że UFC narzuca zawodnikom, jak mają walczyć. „Kiedy zawodnicy otrzymują telefony od szefów, którzy mówią im: 'Jeśli nadal będziesz tak walczył w zapasach, zostaniesz zwolniony’, to w zasadzie oznacza, że ktoś mówi fighterom, w jaki sposób mają walczyć” — powiedział Mokaev.
Drugi zarzut Brytyjczyka dotyczy tego, co dzieje się już po zwolnieniu. Zdaniem Mokaeva UFC tworzy fałszywe narracje na temat odchodzących zawodników, co uderza w ich reputację wśród kibiców i zniechęca potencjalnych nowych pracodawców. „Zwolnijcie zawodników, jeśli chcecie. Po prostu nie próbujcie przy okazji niszczyć ich kariery” — podsumował.