Bartosz Leśko nosi pas mistrzowski KSW w wadze półciężkiej, ale odkąd go zdobył, ani razu nie wszedł do klatki w jego obronie. Tytuł wywalczył na gali KSW 120 w Gdyni, pokonując Rafała Haratyka po pięciu rundach na punkty. To był rewanż – w pierwszym starciu o pas Leśko z Haratykiem przegrał i musiał czekać na kolejną szansę.
Od tamtej walki minęło już sporo czasu. Kibice wciąż nie wiedzą, kiedy mistrz stanie do pierwszej obrony tytułu – KSW milczy zarówno w sprawie terminu, jak i nazwiska rywala. W międzyczasie Leśko zdążył pokazać się w zupełnie innej roli: jako sekundant w narożniku Kacpra Formeli podczas gali KSW w czeskim Libercu. Nieoficjalnie mówi się, że na kolejny występ zawodnika trzeba będzie poczekać aż do początku przyszłego roku.
Wśród potencjalnych przeciwników przewija się nazwisko Marcina Wójcika. Ten po przejściu do wagi ciężkiej ma za sobą mieszany bilans – jedno zwycięstwo, a potem dwie porażki z rzędu. Żadna ze stron nie potwierdziła jednak, że to właśnie on ma się zmierzyć z Leśką.
Milion złotych od FAME? Leśko nie odpowiedział wprost
Więcej emocji wywołała jednak inna sprawa – wypowiedź mistrza KSW w „Kornecie Podcast”, gdzie gościł. Prowadzący zapytał go wprost, jak zareagowałby, gdyby FAME zaproponowało mu milion złotych za udział we freak fightach. Leśko nie powiedział, że przyjąłby taką ofertę. Ale nie powiedział też „nie”.
Milion złotych to ogromna kwota i trudno mu przewidzieć, jak zareagowałby na taką propozycję – przyznał zawodnik.
Ta odpowiedź natychmiast rozpaliła dyskusję wśród kibiców MMA i freak fightów. Na razie to jednak czysta hipoteza – żadna oficjalna oferta ze strony FAME nie padła. Sam Leśko deklaruje, że skupia się teraz na obronie pasa KSW, choć termin tej walki wciąż pozostaje niewiadomą.