„Parodii biznesu ciąg dalszy… Niebawem więcej smaczków” – napisał Mariusz Pudzianowski na Facebooku, wracając do sprawy, która chodzi za nim od miesięcy. Od niespełna roku regularnie podgryza organizację KSW w mediach społecznościowych. Zarzuca włodarzom polskiego giganta, że nie wypłacili mu należnych pieniędzy za walkę.
Konkretnie rzecz dotyczy starcia z Eddiem Hallem. Według nieoficjalnych doniesień „Pudzian” miał za tę walkę zainkasować dwa miliony złotych. Problem w tym, że cała kwota nigdy nie trafiła na konto 49-latka.
Pudzianowski upublicznił sprawę w październiku ubiegłego roku. W oświadczeniu napisał, że nie otrzymał pełnego rozliczenia finansowego – takiego, które zgodnie z umową powinno było trafić do niego już dawno. Dodał też, że sprawa trafiła już do „odpowiednich osób”, choć nie zdradził, o kogo konkretnie chodzi.
Sama organizacja, ustami Wojsława Rysiewskiego, dyrektora sportowego KSW, przekazała tylko, że nie będzie się publicznie odnosić do sprawy. Temat gaży Pudzianowskiego wrócił jednak przy okazji głośnego wywiadu, jakiego Rysiewski udzielił „Żurnaliście”. Dyrektor sportowy wyznał w nim, że bardzo chciałby się w tej sprawie wypowiedzieć, ale przełożeni stanowczo mu tego zabronili.
Koniec długiej współpracy
Mariusz Pudzianowski – w MMA bilans 17 wygranych i 10 porażek – związany był z KSW od 2009 roku. To tam zbudował swoją legendę: debiutanckiej walki z Marcinem Najmanem obejrzało łącznie 6 milionów widzów. Dziś, po piętnastu latach współpracy, byłego strongmana i organizację łączy już głównie spór o pieniądze. A kolejny wpis na Facebooku sugeruje jedno – na kulisy tej sprawy trzeba będzie jeszcze poczekać.