Mateusz Makarowski, przed walką trzeci zawodnik rankingu kategorii lekkiej KSW, po raz pierwszy w karierze pod szyldem tej organizacji przegrał. Stało się to na gali XTB KSW 122 w Rzeszowie, 10 października – w pierwszej rundzie znokautował go Adam Soldajew, debiutujący wówczas w tej kategorii wagowej. Wystarczył jeden cios – potężny prawy prosty, który zakończył sprawę od razu.
To była dla Makarowskiego nie tylko pierwsza porażka pod szyldem KSW. To był w ogóle pierwszy nokaut w jego karierze. Przerwał tym samym passę trzech wygranych z rzędu, którą zbudował wcześniej. Zawodowo boksuje – a właściwie walczy w MMA – od 2017 roku, a przed starciem w Rzeszowie miał na koncie 23 pojedynki, z czego osiemnaście zakończył zwycięstwem.
Niedługo po walce zabrał głos w mediach społecznościowych. Zacytował znane przysłowie: „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. A potem przyznał wprost, bez owijania w bawełnę, że tym razem to on musiał poznać smak porażki. „Tym razem to ja musiałem poczuć smak porażki. Pierwszy nokaut w karierze, trudna lekcja i moment, który na długo zostanie w mojej pamięci” – napisał.
„Nie tak wyobrażałem sobie ten wieczór, ale taki jest sport”
W swoim oświadczeniu Makarowski nie uciekał od refleksji nad tym, czym właściwie jest sport walki. „Możesz dać z siebie wszystko, przepracować setki godzin na sali, a mimo to jednego dnia coś nie pójdzie po Twojej myśli. Dziś wyciągam wnioski. Jutro wracam do pracy. To nie koniec. To część tej drogi. Wrócę silniejszy” – zadeklarował.
Starcie dawnych kolegów z sali
Ten pojedynek miał w sobie coś więcej niż zwykłą rywalizację sportową. Makarowski i Soldajew trenowali kiedyś razem, w Warszawskim Centrum Atletyki, gdzie przez lata byli sparingpartnerami. Gala KSW 122 dała im pierwszą okazję, żeby zmierzyć się naprawdę, w klatce.
Soldajew po zwycięstwie przyznał, że walka przebiegała dokładnie tak, jak pamiętał ze wspólnych sparingów. „W walce było jak w WCA. Pamiętam nasze sparingi właśnie tak. On zadawał, ja oddawałem. Jedyna różnica polegała na tym, że na sparingach zazwyczaj szedłem do tytuł, a tu próbowałem go stopować, żeby nie miał wolnej ręki i żeby nie wbiegał ze swoimi ciosami. To udało mi się zrobić” – relacjonował.