Pół roku bez walki. Kontrakt z FAME wciąż otwarty, a na horyzoncie majaczyła gala, na której Denis Labryga miał wreszcie wrócić do klatki. Zawodnik WCA Fight Team liczył na superfight podczas FAME 33. Nic z tego – na gali zaplanowanej na 17 października go nie zobaczymy.
Labryga nie owija w bawełnę i rozczarowania się nie wstydzi. Zapowiedział, że jeśli FAME nie zaproponuje mu zawodowego pojedynku, zacznie rozglądać się za walką w innej organizacji. W obecnej umowie zostały mu jeszcze trzy pojedynki do odbycia, tyle że czekać w nieskończoność nie ma zamiaru.
„Jeszcze w tym roku chciałbym zawalczyć. Jeśli nie FAME, który jest 17 października, to będę próbował w innej organizacji zawalczyć” – powiedział Labryga na kanale „FanSportuTV”.
Cel: Contender Series i UFC
Ambicje Labrygi sięgają dalej niż FAME. W planach ma start w Dana White’s Contender Series – traktuje go jako furtkę do kontraktu z UFC.
„Ja jestem skupiony na Contenderze. Wiele ludzi się ze mnie śmieje, że KFC a nie UFC… Spokojnie, spokojnie, mamy rękę na pulsie, będziemy dążyć do celu. Daj bóg pod koniec roku (przyszłego), żeby przez ten rok przynajmniej z pięć waleczek zawodowych” – mówił zawodnik.
Pięć zawodowych walk w ciągu roku? Ambitnie, zwłaszcza gdy spojrzeć na dotychczasowy bilans Labrygi. Karierę w zawodowym MMA zaczynał od zwycięstwa nad Konradem Karwatem na gali High League 6. Potem, na Babilon MMA 50, znokautował uderzeniami w parterze w pierwszej rundzie Karola Frąckowiaka – dla tego ostatniego był to zawodowy debiut w klatce.
Na koncie Labrygi są też dwa starcia pod szyldem FAME, a ich status wciąż dzieli bazy statystyczne. Na FAME 24 przegrał przez dyskwalifikację z Michałem Pasternakiem po niedozwolonym kolanie. Na FAME 25 pokonał jednogłośną decyzją sędziów Jaya Silvę, byłego zawodnika UFC i KSW, który już nie żyje. Sherdog wlicza te starcia do bilansu zawodowego i daje Labrydze wynik 3-1. Tapology widzi to inaczej – obie walki uznaje za pokazowe, co zmienia jego zawodowy rekord na 2-0.