Złamany kciuk, rana rozchodząca się pod koniec walki, lekarze zastanawiający się, czy palec w ogóle da się uratować – tak wyglądał finał starcia Alonzo Manifielda. Ile trzeba czekać, żeby po czymś takim znów wejść do klatki? W jego przypadku co najmniej pół roku.
Manifield pokonał Iwo Baraniewskiego przez niejednogłośną decyzję sędziów w walce, która otworzyła kartę główną gali UFC 331. Zwycięstwo przyszło jednak w wysokiej cenie. Już w pierwszej rundzie Amerykanin poważnie złamał kciuk, a pod koniec pojedynku rana wyglądała na tyle groźnie – z wyraźnie widocznym rozdzieleniem tkanek – że pojawiły się obawy o to, czy zawodnik nie straci palca.
W poniedziałek Kalifornijska Komisja Sportowa opublikowała pełną listę zawieszeń medycznych nałożonych na uczestników gali UFC 331 w Los Angeles. Manifield dostał najdłuższą karencję ze wszystkich – 180 dni, czyli sześć miesięcy, z powodu podejrzenia złamania lewego kciuka. Komisja zostawiła jednak furtkę: gdyby lekarz zgodził się wcześniej, zawodnik mógłby wrócić do rywalizacji przed upływem pełnego półrocza.
Inni zawodnicy też z zawieszeniami
Manifield nie jest jedynym, który musi teraz odpuścić trening. Joshua Van, zwycięzca walki wieczoru, dostał standardowe, obowiązkowe siedmiodniowe zawieszenie. Alexandre Pantoja, przez rozcięcie nad lewym łukiem brwiowym, otrzymał 60 dni przerwy – przez cały ten okres nie może wracać nawet do sparingów. Podobny wymiar kary, 60 dni, w tym pełne 60 dni bez kontaktu treningowego, dostał Mauricio Ruffy. Znokautowany w swojej walce, musi teraz uzyskać zgodę lekarza z powodu rozcięcia nad prawym okiem.
Arman Tsarukyan, uczestnik co-main eventu, otrzymał 45-dniowe zawieszenie, z czego 30 dni obejmuje zakaz treningów kontaktowych. Żaden z tych przypadków nie zbliża się jednak do skali urazu Manifielda – to jego kciuk każe czekać najdłużej ze wszystkich zawodników karty.