Co poszło nie tak w pierwszej walce Jakuba Wikłacza na Mistrzostwach Świata ADCC 2026? Sam zawodnik nie ma wątpliwości – zabrakło agresji, a on sam grał zbyt zachowawczo.
Wikłacz kojarzony jest przede wszystkim z klatką, ale tym razem stanął na macie – podczas ADCC 2026, jednego z najbardziej prestiżowych turniejów grapplingowych na świecie. Zawody rozegrano w Krakowie, 12 i 13 września. Polak znalazł się w stawce dzięki dzikiej karcie. Długo się jednak nie pobawił – odpadł już w pierwszej walce turnieju.
Kilka dni później zawodnik nagrał wideo blog, w którym na spokojnie rozłożył swój występ na czynniki pierwsze. „Bardzo, ale to bardzo duży niedosyt” – przyznał bez ogródek. Mimo przegranej zaznaczył, że sam fakt wystąpienia na ADCC był dla niego czymś wyjątkowym. „To było niesamowite wydarzenie, to było spełnienie mojego marzenia, żeby wystąpić, ale wiadomo, że jestem bardzo ambitny, więc chciałem z jak najlepszej strony się pokazać” – powiedział.
Zbyt defensywna postawa zaważyła na wyniku
Wracając do przebiegu walki, Wikłacz nie kombinował z tłumaczeniami. „Uważam, że troszeczkę błędów zostało popełnionych. Troszeczkę, to w sumie mało powiedziane. Nastawienie było zbyt defensywne, zabrakło agresji” – ocenił sam siebie, bez taryfy ulgowej. Poznaniak, były mistrz KSW, od miesięcy leczył kontuzję, przez którą wypadł z walk w UFC.
I właśnie ten kontekst sprawia, że start w ADCC znaczy dla niego więcej niż sam wynik na tablicy. Wikłacz to obecnie zawodnik UFC, a przygotowania do grapplingowego turnieju potraktował jako test formy po kontuzji. „Cały czas czekam na swoją walkę w UFC, a przygotowania do zawodów grapplingowych dały mi pewność, że jestem zdolny do walki, do mocnych przygotowań” – wyznał.
Polak deklaruje już gotowość do rywalizacji w największej organizacji MMA na świecie i liczy, że do klatki wróci jeszcze w tym roku. Porażka na krakowskiej macie ma być więc tylko epizodem na drodze do kolejnej walki w oktagonie.