Paryska Accor Arena huczała, gdy Salahdine Parnasse wychodził do klatki na swój debiut w UFC. Były podwójny mistrz KSW miał do rozegrania walkę wieczoru przeciwko Danowi Hookerowi z Nowej Zelandii — zawodnikowi, który w karierze mierzył się już z Dustinem Poirierem, Islamem Makhachevem, Michaelem Chandlerem i Justinem Gaethjem. I wystarczyło 2 minuty i 35 sekund pierwszej rundy, by sędzia przerwał starcie. Parnasse skutecznie atakował korpus rywala, a jedno z kopnięć wyraźnie naruszyło Hookera i przesądziło o losach pojedynku.
Po zwycięstwie Francuz nie krył ambicji. Zapowiedział, że interesują go już starcia z największymi nazwiskami dywizji, wymieniając między innymi Maxa Hollowaya.
Wynik tej walki z bliska śledził ktoś, kto zna możliwości Parnasse’a lepiej niż większość kibiców zgromadzonych w hali. Adrian Bartosiński, mistrz kategorii półśredniej KSW, oglądał debiut Francuza wprost z trybun Accor Areny. Swoimi wrażeniami podzielił się w rozmowie z Michałem Tuszyńskim.
Bartosiński przyznał, że sam wynik pojedynku go nie zaskoczył. Nie spodziewał się jednak, że Parnasse rozprawi się z Hookerem aż tak szybko i tak łatwo.
Rewanż, którego nie było
Historia obu zawodników sięga grudnia 2023 roku, kiedy spotkali się w klatce na gali KSW 89 w Gliwicach. Parnasse przystępował wtedy do walki jako mistrz KSW w kategorii piórkowej i lekkiej, próbując sięgnąć po trzeci pas organizacji — tym razem w limicie wagi półśredniej. Plan pokrzyżował mu właśnie Bartosiński. Po pięciu rundach wygrał jednogłośną decyzją sędziów i zatrzymał Francuza w drodze po historyczny potrójny mistrzowski tytuł.
W Paryżu role się odwróciły — tym razem to Bartosiński siedział po stronie kibiców, nie rywali. Francuscy fani rozpoznawali go na trybunach i prosili o wspólne zdjęcia. Pamiętali dobrze, że to on jako jedyny zdołał zatrzymać Parnasse’a na drodze po kolejny pas KSW.