„F1 oficjalnie utrzymuje chęć organizacji GP Kataru i GP Abu Zabi zgodnie z planem” — brzmi oficjalne stanowisko Formuły 1. W padoku krąży jednak zupełnie inna wersja wydarzeń.
Nieoficjalnie zespoły miały już dostać sygnał, że sezon 2026 zakończy się nie w Zatoce Perskiej, a w Europie. Niepewność dotyczy dwóch ostatnich rund obecnego kalendarza — GP Kataru oraz GP Abu Zabi. Na Bliskim Wschodzie wciąż trwa napięcie związane z konfliktem zbrojnym, a zespoły F1 i firmy z nimi współpracujące mają obecnie wykluczać wysyłanie tam swoich ludzi. Problem to nie tylko spór Iranu z USA — dochodzą do tego coraz ostrzejsze ataki Huti na Arabię Saudyjską.
Wskazywanym rozwiązaniem jest Imola. Tor pod Bolonią, na którym w ostatnich latach organizowano GP Emilia Romagna, może wrócić do kalendarza Formuły 1. Jak podaje włoski oddział Motorsportu, zespoły zaczęły już rezerwować pokoje hotelowe tuż przy torze — a w świecie F1 to zwykle mówi więcej niż jakikolwiek oficjalny komunikat. Ekipy dostają informacje o zmianach w kalendarzu na długo przed ich potwierdzeniem właśnie po to, żeby zdążyć zabukować hotele i loty przed konkurencją. Plan zakłada, że finał sezonu 2026 odbędzie się w Imoli 6 grudnia — dokładnie w terminie, w którym pierwotnie miał gościć GP Abu Zabi.
Oficjalne potwierdzenie może pojawić się najwcześniej w październiku. Do tego czasu organizatorzy wyścigów w Katarze i Abu Zabi trzymają się swojej wersji: zapewniają o bezpieczeństwie imprez i na razie nie zamierzają ich odwoływać, a bilety na obie rundy wciąż są w sprzedaży. F1 ma zresztą powody, żeby nie spieszyć się z ogłoszeniami — jednostronne odwołanie GP Kataru i GP Abu Zabi może oznaczać wielomilionowe kary zapisane w umowach z organizatorami.
Dlaczego akurat Imola i dlaczego 6 grudnia
Wybór padł na Imolę nieprzypadkowo. Tor ma doświadczenie w organizacji zawodów F1 i jest traktowany jako główny wariant awaryjny. Wcześniej rozważano GP Portugalii i GP Turcji, ale Portimao i Stambuł przechodzą właśnie renowację przed planowanym powrotem do kalendarza F1 w 2027 roku — co eliminuje je z gry na sezon 2026.
Data 6 grudnia też nie jest przypadkowa — to najpóźniejszy moment, w którym europejski tor w ogóle może przyjąć Formułę 1. Na przełomie listopada i grudnia większość obiektów na Starym Kontynencie nie nadaje się do organizacji wyścigów ze względu na zbyt niskie temperatury. Rezygnacja z GP Kataru i GP Abu Zabi oznaczałaby skrócenie sezonu o jedną rundę — jeśli plany się potwierdzą, kalendarz 2026 zamknie się na 22 wyścigach.
Sprawę komplikuje logistyka. W pierwotnym kalendarzu sezonu 2026 GP Las Vegas zaplanowano na 21 listopada, GP Kataru na 29 listopada, a GP Abu Zabi na 6 grudnia. Na wyścigi bliskowschodnie zwykle wysyła się osobny fracht ze sprzętem — inaczej nie dotarłby on z Las Vegas do Zatoki Perskiej na czas. Ze względów logistycznych i finansowych nie da się dostarczyć sprzętu do Europy tak, by rozegrać tu dwa wyścigi na przełomie listopada i grudnia. Stąd mowa tylko o jednej, ostatniej rundzie w Imoli, a nie o przeniesieniu obu bliskowschodnich Grand Prix.
To nie pierwszy raz, kiedy wojna w regionie miesza plany F1. Z powodu konfliktu w Iranie wcześniej odwołano kwietniowe GP Bahrajnu i GP Arabii Saudyjskiej. Wyścig w Bahrajnie ostatecznie udało się uratować — w październiku odbędzie się gościnnie na torze w Malezji, choć sfinansuje go arabskie państwo. Czy podobny ratunek czeka Katar i Abu Zabi, czy oba wyścigi znikną z kalendarza na rzecz Imoli? Odpowiedź ma paść najwcześniej w październiku.