Kalendarz Formuły 1 na 2027 rok zostawił kierowcom okienka na starty w trzech najważniejszych wyścigach długodystansowych sezonu: 24h Nurburgring, 24h Le Mans i 24h Spa-Francorchamps. Wszystkie trzy zaplanowano w terminach wolnych od zmagań królowej motorsportu. Organizator wyścigu w Spa, SRO, celowo zachował elastyczność przy ustalaniu daty, by uniknąć kolizji z F1 i zwiększyć szanse na udział takich kierowców jak Max Verstappen czy Lando Norris. Sama możliwość startu to jednak nie to samo co pewność, że obaj mistrzowie faktycznie staną na starcie.
Najbardziej wymowny jest przypadek Le Mans. Przyszłoroczna edycja odbędzie się 12 i 13 czerwca, czyli pomiędzy rundami F1 w Monako i Portugalii. Na papierze termin pasuje. Problem w tym, że obowiązkowy dzień testowy przed wyścigiem koliduje z GP Monako, a organizatorzy Le Mans zapowiadają, że udział w tym dniu będzie wymagany od debiutantów. Dla kierowcy bez doświadczenia w 24-godzinnym klasyku, takiego jak Verstappen, oznacza to praktyczną blokadę. I to on sam zdecydował się odsunąć ewentualny debiut w Le Mans na później.
Holender nie zostawił wątpliwości co do swoich planów. „Nurburgring i Spa, prawdopodobnie tak. Le Mans nie. Na razie nie ma go na mojej liście” – powiedział w środę w Baku, cytowany przez motorsport.com. Innymi słowy, w przyszłym roku próżno szukać go w stawce obok Roberta Kubicy, który od lat startuje w klasyku na Sarthe.
Sam pomysł startu Verstappena w Le Mans wypłynął wcześniej za sprawą Fernando Alonso, dwukrotnego zwycięzcy tego wyścigu z Toyotą, który rozważał wspólny występ z Holendrem. Hiszpan studzi jednak oczekiwania. „Nie sądzę, żeby doszło do tego w przyszłym roku, ale być może w przyszłości. Byłoby miło. Max potrzebuje nieco większej swobody w kalendarzu. Wyścigów jest bardzo dużo” – ocenił Alonso.
Norris testował Hypercara, ale priorytet ma F1
Podobnie ostrożny w deklaracjach pozostaje Lando Norris, aktualny mistrz świata F1. Brytyjczyk przyznaje, że start w Le Mans go interesuje, ale gdzieś w dalszej, nieokreślonej przyszłości – konkretnych planów na razie brak. W ubiegłym tygodniu testował za to w Portimao nowy samochód McLarena w klasie Hypercar, co wiąże się ze zbliżającym się debiutem zespołu w WEC.
„Dobrze było pojechać na test i zrobić coś innego. Jednak cała moja uwaga wciąż skupia się na Formule 1 i tak już pozostanie. Nigdy nie poświęcę czegoś w F1 dla innej serii” – zastrzegł Norris. Startu w przyszłości nie wyklucza, ale terminu podać nie potrafi. „Jeśli pojawi się możliwość i wszystko da się dobrze zorganizować, być może wystartuję. Nie wiem jednak, czy stanie się to w przyszłym roku, za dwa lata, za trzy czy za cztery. Nie mam pojęcia. W ogóle o tym nie myślałem, ale chciałbym zrobić to w przyszłości” – powiedział mistrz świata.
Inaczej wygląda sytuacja z 24h Spa-Francorchamps. SRO wyznaczyło oficjalne, dwudniowe testy przed tym wyścigiem na 15 i 16 czerwca, a termin ten nie pokrywa się z żadnym wydarzeniem Formuły 1. To zostawia realną furtkę dla startu Verstappena.
Holender wprost mówi też o powrocie na Nordschleife w ramach mistrzostw Nurburgring Langstrecken Serie. W tegorocznym 24-godzinnym wyścigu na tym torze jego samochód stracił prowadzenie przez problemy mechaniczne – i, jak widać, apetyt na rewanż mu z tego powodu tylko wzrósł. „Już po wyścigu na Nordschleife powiedziałem, że chcę tam wrócić. Jeśli będę mógł dobrze się przygotować i wszystko uda się zorganizować, wystartuję” – zapowiedział Verstappen. I dodał, odnosząc się do całego kalendarza wyścigów długodystansowych: „Wiem, że nie ma bezpośredniej kolizji, ale wszystko musi pasować do mojego harmonogramu. Jeśli tak będzie, wystartuję na Nurburgringu. Spa to również interesująca możliwość”.