Koniec 2024 roku. Tor w pobliżu Las Vegas Motor Speedway, kilka dni przed Grand Prix Las Vegas. Yuki Tsunoda siada za kierownicą samochodu z numerem 93, napędzanego silnikiem Hondy i przygotowanego przez zespół Chip Ganassi Racing. Wtedy to była zwykła akcja promocyjna japońskiego producenta. Dziś, kilkanaście miesięcy później, ten test wygląda jak pierwszy krok w zupełnie inną stronę kariery.
Tsunoda ma za sobą 111 startów w Formule 1. Przez kilka lat jeździł dla Visa Cash App RB, a później dla Red Bull Racing. Tyle że Red Bull nie zaoferował mu przedłużenia kontraktu na sezon 2026 — a sam kierowca jeszcze niedawno był przekonany, że do stawki F1 wróci dopiero w 2027 roku.
Według ustaleń serwisu motorsport.com, 26-letni Japończyk rozważa przeprowadzkę do amerykańskiej serii IndyCar. Konkretnie chodzi o fotel w samochodzie numer 66, także z silnikiem Hondy, w zespole Meyer Shank Racing.
Układanka miejsc w MSR
Sprawa nie jest prosta, bo miejsce numer 66 zajmuje obecnie Marcus Armstrong. Nowozelandczyk ma jednak po zakończeniu sezonu przesiąść się do siostrzanego samochodu z numerem 60. Ten z kolei zwolni Felix Rosenqvist — zwycięzca tegorocznego Indianapolis 500. Warto przypomnieć, że podobną drogą poszedł swego czasu Takuma Sato: po nieudanej karierze w F1 przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i dwukrotnie triumfował w Indianapolis 500.
Sam Tsunoda podczas testu w Las Vegas korzystał z bezpośrednich wskazówek Scotta Dixona, sześciokrotnego mistrza IndyCar. Jazda trwała 30 minut, na torze o szacowanej długości 1,3 mili.
„Jednak czuję, że to nie jest ten moment, bo nie wyobrażam sobie jazdy na Indianapolis Motor Speedway i to w wyścigu dłuższym niż dwie godziny, gdy co okrążenie przekraczamy 200 mil na godzinę” — przyznał wówczas Tsunoda.
Te słowa padły ponad rok temu, jeszcze przed rozstaniem z Red Bullem. Dziś sytuacja wygląda inaczej: drzwi do Formuły 1 na 2026 rok się przed nim zamknęły, a IndyCar z egzotycznej ciekawostki zamienia się w realną opcję zawodową.