„Ferrari nie było w stanie w tym roku osiągnąć poziomu Mercedesa pod względem mocy silnika” — te słowa Frederica Vasseura, wypowiedziane po Grand Prix Włoch, krążą teraz po padoku jak ostrzeżenie. I to one w gruncie rzeczy tłumaczą, czemu w Maranello ruszyła cicha, ale bardzo głęboka przebudowa działu silnikowego z myślą o sezonie 2027.
Za tę reorganizację odpowiada Enrico Gualtieri, dyrektor techniczny zajmujący się jednostkami napędowymi. Bieżąca praca nie idzie jednak w odstawkę — rozwój tegorocznego modelu SF-26 trwa równolegle. Ferrari próbuje więc robić dwie rzeczy naraz: gasić pożar dziś i budować silnik na przyszłość.
Najciekawszy element całej operacji? Planowane zatrudnienie specjalisty z Red Bull Powertrains. Włoski serwis Motorsport.com, który jako pierwszy opisał sprawę, nazwiska inżyniera na razie nie zdradza. Powód jest prozaiczny — mężczyzna odbywa obecnie roczny okres tzw. urlopu ogrodniczego, czyli zakazu konkurencji, standardowej klauzuli chroniącej byłego pracodawcę przed wyciekiem wiedzy. Padokowe spekulacje idą jeszcze dalej: inżynier miał trafić do Red Bull Powertrains wcześniej z fabryki silników Mercedesa w Brixworth. Jeśli te domysły się potwierdzą, Ferrari sięgnęłoby po kogoś, kto zna od wewnątrz zarówno rywala z Milton Keynes, jak i lidera tegorocznej rywalizacji mocy — Mercedesa.
Silnik, który wciąż nie dogania Mercedesa
Problem, który skłonił Maranello do tak drastycznych kroków, jest konkretny i mierzalny. W Monzy Ferrari wprowadziło już drugą w tym sezonie aktualizację silnika w ramach systemu ADUO. Efekt? Niewystarczający — zmiana nie pozwoliła całkowicie odrobić strat do Mercedesa. Innymi słowy: nawet świeża wersja jednostki napędowej nie wystarczyła, by zetrzeć przewagę rywala z Brackley.
Stąd wzrok całego projektu przesuwa się już na rok 2027. Motorsport.com informował wcześniej, że Ferrari pracuje nad kolejną generacją jednostki napędowej właśnie na ten sezon. Projekt ma obejmować zmiany w koncepcji samego silnika spalinowego, w układzie turbodoładowania oraz w systemach chłodzenia — a to obszary, które od lat decydują o różnicach mocy między producentami.
Reorganizacja nie kończy się na silniku. Nadzór nad strukturami odpowiedzialnymi za podwozie i aerodynamikę sprawuje Loic Serra, odpowiedzialny za stronę techniczną całego projektu samochodu. Do zespołu związanego z jednostką napędową ma z kolei dołączyć Francesco Morettini, wcześniej pracujący w Ferrari przy samochodach GT — jego zadaniem będzie reorganizacja biura technicznego. Morettini ma współpracować z Francesco Marino, odpowiedzialnym za jakość w Ferrari, oraz z Lucą Poggio, który kieruje obszarem hybrydowym i elektroniką.
Układanka, którą buduje Maranello, ma więc kilka poziomów: nowy człowiek z rywalizacji, nowa struktura zarządzania, nowa koncepcja silnika. Wszystko po to, by za dwa lata nie powtórzyć scenariusza z Monzy, gdzie kolejna aktualizacja znów okazała się za mała.