„Wyraźnie nie jesteśmy już najszybszym bolidem w stawce” – przyznał wprost Andrea Kimi Antonelli, choć wciąż prowadzi w klasyfikacji mistrzostw świata. Słowa lidera czempionatu padły po Grand Prix Holandii – wyścigu, który boleśnie potwierdził, że pozycja Mercedesa w stawce się zmieniła.
Na torze w Zandvoort triumfował McLaren. Lando Norris pojechał od pole position do mety i nad rywalizacją panował od pierwszego okrążenia.
To nie był odosobniony wynik. Mercedes wygrał zaledwie dwa z ostatnich sześciu wyścigów sezonu – dla zespołu przyzwyczajonego do walki o zwycięstwa to wyraźny sygnał regresu.
Paradoksalnie, mimo słabnącej formy bolidu, to właśnie kierowca Mercedesa wciąż rządzi w klasyfikacji generalnej. Antonelli ma na koncie 242 punkty i prowadzi w mistrzostwach kierowców. Jego przewaga nad drugim miejscem wynosi aż 59 punktów – to jednak zasługa wcześniejszej dominacji zespołu, nie aktualnej przewagi technicznej.
Skąd wzięła się przewaga McLarena
Odpowiedź leży w decyzjach sprzed kilku miesięcy. McLaren wprowadził duży pakiet poprawek technicznych od Grand Prix Węgier i od tamtej pory systematycznie rozwijał bolid w trakcie sezonu.
Mercedes poszedł zupełnie inną drogą. Zespół z Brackley zrezygnował z modernizacji tegorocznego samochodu, przenosząc zasoby i uwagę na przygotowania do nowych przepisów, które wejdą w życie od 2027 roku.
Efekt widać teraz na torze. McLaren zbiera kolejne zwycięstwa, a drugi kierowca Mercedesa, George Russell, choć awansował na drugie miejsce w klasyfikacji, traci do lidera Antonellego już 59 punktów.
Sezon wchodzi więc w fazę, w której punktowa przewaga Mercedesa może topnieć z wyścigu na wyścig. Warunki na torze dyktuje McLaren – z szybszym bolidem i formą Norrisa.