Jeszcze kilka okrążeń przed metą GP Bahrajnu w Malezji George Russell realnie myślał o zwycięstwie. Chwilę później jego Mercedes zaczął zwalniać na torze — jednostka napędowa po prostu odmówiła dalszej pracy. Tak skończył się wyścig, który Brytyjczyk zaczynał z dość odległego, siódmego pola startowego.
Start niedzielnej gonitwy wyszedł mu wyjątkowo dobrze. Opony pośrednie na mokrą nawierzchnię okazały się trafnym wyborem, a mocne ruszenie z miejsca dało mu drugą pozycję jeszcze przed pierwszym zakrętem. Moment później wyprzedził Maxa Verstappena i znalazł się tuż za zespołowym kolegą, Andreą Kimim Antonellim.
Pierwsza neutralizacja wyścigu samochodem bezpieczeństwa otworzyła mu drogę do ataku. Przy ponownym starcie minął Antonellego po zewnętrznej stronie piątego zakrętu i w bezpośrednim starciu przejął prowadzenie, zepchnawszy kolegę z zespołu na trzecią pozycję. Przewaga nie trwała długo. Osiem okrążeń później Antonelli odebrał mu drugie miejsce.
Scenariusz odwrócił się jeszcze raz w końcówce, gdy na trasę ponownie wyjechał samochód bezpieczeństwa — i Russell znów miał realną szansę na walkę o wygraną. I właśnie w tym momencie przyszła awaria jednostki napędowej, która wyeliminowała go z rywalizacji kilka okrążeń przed finiszem.
Dla Mercedesa i jego kierowcy to już trzeci nieukończony wyścig w sezonie 2026 i drugi przypadek, w którym o odpadnięciu zdecydował wyłącznie problem techniczny, a nie wypadek czy błąd kierowcy.
Właściwie trzeba się z tego śmiać
— powiedział Russell po wyścigu, dodając, że skala pecha zaczyna wykraczać poza zwykłe rozczarowanie. „To coś więcej niż rozczarowanie. Taka sytuacja przydarzała mi się już w tym sezonie wiele razy. Oczywiście to wielka szkoda, ale trzeba dalej walczyć i próbować jechać naprzód”.
Tytuł odpływa, punkty też
Awaria ma bezpośrednie konsekwencje dla walki o mistrzostwo. Strata Russella do lidera klasyfikacji, Andrei Kimiego Antonellego, wynosi już 84 punkty. Brytyjczyk nie owijał w bawełnę, oceniając swoje szanse na koniec sezonu: „Nie muszę mówić, że wszystko jest już stracone. Oczywiście szanse są wyjątkowo małe i taka jest rzeczywistość” — przyznał.
Policzył też, ile punktów stracił w jednej chwili. „Gdyby problem dotknął drugiego samochodu, zyskałbym 18 punktów. To naprawdę szkoda, ale tak właśnie wygląda ten sport” — powiedział, odnosząc się do tego, że awaria uderzyła właśnie w jego bolid, a nie w maszynę Antonellego.
Szef zespołu Toto Wolff nie kryl frustracji po wyścigu — GP Bahrajnu w Malezji nazwał jednym z najgorszych osobistych doświadczeń. Gorycz porażki dodatkowo powiększył fakt, że to Red Bull Racing odniósł w tym wyścigu swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie. „Jestem ogromnie zirytowany. Nie jestem teraz w dobrym nastroju” — powiedział Wolff.
Austriak wprost połączył awarię silnika z realnymi stratami w dwóch klasyfikacjach. „Trudno o większego pecha. Na kilka okrążeń przed końcem awaria jednostki napędowej w samochodzie George’a dodatkowo uderzyła w jego walkę o mistrzostwo i nasze punkty w klasyfikacji konstruktorów” — stwierdził szef Mercedesa.
Skutki widać też w tabeli konstruktorów. To właśnie w tym wyścigu Ferrari po raz pierwszy od przerwy wakacyjnej zdobyło więcej punktów niż Mercedes. Strata włoskiego zespołu do Niemców wciąż jest jednak ogromna — 151 punktów. Pogłębiła się także przepaść w klasyfikacji kierowców: strata Lewisa Hamiltona do Antonellego wzrosła do 106 punktów.
Za techniczną stronę problemu i poszukiwanie rozwiązania odpowiada w Mercedesie James Allison wraz ze swoim zespołem. Wolff deklaruje spokój — wierzy, że inżynierowie poradzą sobie z usterką. „To poprawia mój nastrój, bo wiem, jak świetnych ludzi mamy w zespole. Tak samo jak w dziale silnikowym, poradzą sobie z tym problemem. Daje mi to spokój, ponieważ wiem, że są najlepsi i znajdą rozwiązanie. Wierzę, że wrócimy silniejsi” — podsumował szef zespołu.