FIA otworzyła rosyjskim kierowcom drogę powrotu do rywalizacji na arenie międzynarodowej. Jednocześnie federacja nie cofnęła zakazu organizacji zawodów rangi mistrzostw świata oraz imprez regionalnych na terenie Rosji. Wychodzi więc rozwiązanie połowiczne – furtka dla zawodników, ale nie dla samej Rosji jako gospodarza.
Grand Prix Rosji do kalendarza Formuły 1 nie wróci. Sama seria zresztą nie ma ochoty na wznowienie współpracy z tym krajem. Decyzja FIA niczego więc nie zmienia na najwyższym szczeblu – dotyczy wyłącznie kierowców, nie organizacji wyścigów.
Głos w tej sprawie zabrał Aleksiej Titow, były promotor rosyjskiego Grand Prix F1 i dyrektor generalny toru Igora Drive. Jego słowa dobrze oddają, jak skomplikowana wciąż pozostaje sytuacja Rosjan w międzynarodowym sporcie motorowym – nawet po częściowym otwarciu ze strony FIA.
Cała sprawa ma swój początek w marcu 2022 roku. Wtedy to rosyjska kierowczyni wzięła udział w moskiewskim wiecu z okazji ósmej rocznicy aneksji Krymu, na którym padały deklaracje poparcia dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę. To wydarzenie stało się jednym z symboli, które po 2022 roku przypieczętowały izolację rosyjskiego sportu motorowego.
Pieniądze, które zniknęły z kalendarza
Rosyjskie Grand Prix F1 kosztowało organizatorów 50-55 mln dolarów rocznie. Płaciły za to państwowe spółki – Lukoil i Bank VTB. Skoro wyścig nie ma szans na powrót do kalendarza, a sama F1 nie jest zainteresowana, te pieniądze bezpowrotnie zniknęły z budżetu serii. Decyzja FIA w sprawie kierowców niczego tu nie zmieni.