„Okrążenie, które uznano za punkt odniesienia, nie było w rzeczywistości tym idealnym. To utrudniło całą sytuację, gdyż nawet po odpuszczeniu gazu jego kółko było porównywane z tym wcześniejszym, które de facto było wolniejsze niż mógł realnie je przejechać.”
Tymi słowami Simone Resta, zastępca dyrektora technicznego Mercedesa, próbuje rozplątać kontrowersyjną karę nałożoną na Kimiego Antonellego przed startem GP Węgier.
Antonelli dostał karę przesunięcia o 3 miejsca na starcie na Hungaroringu — efekt zbyt słabego zwolnienia w strefie żółtych flag podczas końcówki Q3. Na papierze sprawa wyglądała prosto. W praktyce okazała się znacznie bardziej pokrętna.
Sędziowie oparli swój werdykt na jednej liczbie: czas minisektora Antonellego był gorszy o zaledwie 0,003 sekundy od najlepszego wyniku w tym miejscu. Kłopot w tym — i tu Resta stawia sprawę jasno — że okrążenie referencyjne, do którego porównano przejazd Włocha, wcale nie było jego najlepszym kółkiem. Mówiąc wprost: Antonelli był mierzony względem własnego czasu, który i tak nie oddawał tego, na co go było stać.
„Był szybszy mimo odpuszczenia”
W materiale filmowym opublikowanym przez Mercedes Resta ujawnił, że sam kierowca wychwycił w tej sprawie pewien absurd.
„Kimi zwrócił uwagę na to, że kiedy porówna się ten sektor z 3. treningiem i cięższym bolidem, przez który był wolniejszy, to i tak był szybszy mimo odpuszczenia.”
Resta podsumował to bez owijania w bawełnę:
„Zareagował na żółtą flagę, ale ponieważ posłużono się okrążeniem referencyjnym, jego zwolnienie nie było wystarczające, aby spełnić wszystkie wymagania.”
Duch przepisów — zachowany. Litera — nie. A kara idzie za literą.
Całą historię czyni jeszcze bardziej gorzką zestawienie z GP na Red Bull Ringu, gdzie znajomość tych samych przepisów o żółtych flagach pomogła George’owi Russellowi wywalczyć pole position. Ten sam regulamin — raz tarcza, raz pułapka.
Antonelli i Mercedes muszą teraz odwrócić kartę. Kolejna okazja nadarzy się podczas GP Holandii, zaplanowanego na 21–23 sierpnia.