Jeszcze przed pierwszym okrążeniem na Spa-Francorchamps McLaren wydał oficjalne potwierdzenie: Lando Norris nie wystartuje w niedzielnym GP Belgii z przednich rzędów. Kara była nieuchronna. Aktualny mistrz świata Formuły 1 przyjechał na ten weekend z czwartymi sztukami akumulatorów i elektroniki sterującej w bolidzie numer 1 — regulamin sezonu 2026 dopuszcza maksymalnie trzy. Konsekwencja? Przesunięcie o 10 miejsc na starcie.
Jak do tego doszło? McLaren wyjaśnił to w oficjalnym komunikacie. Pierwsza bateria 26-latka wypadła z puli, gdy Norris nie wziął udziału w GP Chin. Druga przepadła przez podwójną awarię: zawiodła podczas jednego z treningów do GP Japonii, została naprawiona, po czym kolejna usterka w piątkowych zajęciach w Monako ostatecznie wyeliminowała ją z użytku. Dwie baterie stracone — nowa, czwarta, musiała trafić do bolidu.
Spa zamiast Budapesztu czy Zandvoort
McLaren nie kryje, że wybór miejsca i momentu przyjęcia kary był czystą kalkulacją. Spa-Francorchamps daje znacznie więcej możliwości wyprzedzania niż Hungaroring i Zandvoort Circuit — i właśnie dlatego ekipa zdecydowała się obsłużyć stratę pozycji na belgijskim torze. Mniejsze ryzyko, większe szanse odrobienia strat.
Nowe komponenty to zresztą nie tylko kwestia regulaminowa. Zamontowane w bolidzie Norrisa akumulatory i elektronika sterująca zawierają poprawki niezawodnościowe wprowadzone przez Mercedesa — te same, które Oscar Piastri dostał już na GP Austrii. McLaren nie otrzymał ulepszonych jednostek w dwóch poprzednich rundach, więc Spa stało się pierwszą okazją do wyrównania specyfikacji obu samochodów. Na weekend dostarczono również nowe tylne skrzydło.
To jednak nie koniec historii z limitami komponentów. Każda kolejna wymiana akumulatora lub elektroniki sterującej w bolidzie Norrisa będzie kosztować go kolejne 5 miejsc na starcie. Sezon jest długi, a niezawodność — jak udowodniły Japonia i Monako — potrafi płatać figle w najmniej odpowiednim momencie.