Lando Norris w końcu wyjaśnił, co właściwie stało się za samochodem bezpieczeństwa podczas GP Bahrajnu w Malezji – incydent rozegrał się na torze Sepang. Urzędujący mistrz świata skończył wyścig na 9. miejscu, tracąc przy tym szansę na walkę o okolice piątej pozycji.
Weekend McLarena od początku nie układał się po ich myśli. Zespół popełnił błąd strategiczny, wysyłając samochód na mediumach na tor, który był wtedy zbyt mokry na taki wybór gumy. Jakby tego było mało, pod koniec wyścigu swoje dodał sam Norris.
Wszystko zaczęło się od pełnej neutralizacji wyścigu. George Russell, z zepsutym Mercedesem, zjeżdżał na pobocze, co zmusiło organizatorów do wypuszczenia safety cara. I właśnie w tej chwili Norris pomylił się w ocenie dystansu do bolidu jadącego przed nim – pojechał prosto, nie zdążył skręcić, i skończył w żwirze. Z pułapki udało mu się wygrzebać, choć po drodze o włos – dosłownie o centymetry – minął się ze swoim kolegą z zespołu McLaren.
„To mnie zaskoczyło i tyle”
Po wyścigu Norris przyznał, że ruch grupy kierowców jadących przed nim zaskoczył go samą gwałtownością zwolnienia. „Wszyscy mocno zahamowali z powodu George’a. Ja byłem na tyle daleko z tyłu, że nie widziałem, jak wolno jechali. To mnie zaskoczyło i tyle” – powiedział Brytyjczyk.
W rozmowie z F1TV kierowca McLarena tłumaczył, że z jego miejsca na trasie ciężko było ocenić, co dokładnie się dzieje. „Pod takim kątem i z miejsca, w którym byłem, trudno było dostrzec, jak bardzo wszyscy zwolnili po zatrzymaniu się George’a” – zaznaczył. Jak dodał, kierowcy przed nim jechali z prędkością zaledwie około 10 km/h – a jego samego tempo całej grupy zaskoczyło kompletnie.
Mimo to Norris nie próbował się wykręcać. „Ostatecznie to moja wina. Miałem pecha z tym, jak bardzo wszyscy się zbili. To spieprzyło moją sytuację” – podsumował krótko mistrz świata.