Baku, piątkowe popołudnie. George Russell rozjechał stawkę w drugim treningu przed Grand Prix Azerbejdżanu, kończąc go z czasem 1:43.347. Tuż za nim, ze stratą 0,552 s, uplasował się jego zespołowy kolega Andrea Kimi Antonelli. Na najniższym stopniu tego nieoficjalnego podium stanął Max Verstappen, wolniejszy od Russella o 0,827 s. Krótko mówiąc – Mercedes zawłaszczył sobie tę sesję i zostawił resztę stawki daleko w tyle.
Dla Antonellego to i tak spory skok naprzód względem porannych zmagań. W pierwszym treningu Włoch borykał się z awarią hydrauliki i musiał wcześniej zjechać do garażu. Naprawa kosztowała go całą godzinę na torze w porównaniu z Russellem. Popołudniu jednak odrobił straty na tyle, by wskoczyć na drugie miejsce.
Czerwona flaga i kłopoty McLarena
Bez przerw się nie obyło. Arvid Lindblad rozbił bolid w sekcji między ósmym a dziewiątym zakrętem, przez co organizatorzy musieli wywiesić czerwoną flagę. Jazdy stanęły na kilka minut. Gdy tor wreszcie wznowiono, na scenę wkroczył kolejny kłopot – Oliver Bearman zjechał na pobocze i zaparkował samochód, meldując przez radio: „Zepsuł mi się silnik”.
Takie awarie nie powinny nikogo dziwić, patrząc na układ sił wśród producentów silników. W sezonie 2026 to jednostka napędowa Mercedesa ma największą moc w stawce F1 – co po części tłumaczy, dlaczego Russell i Antonelli tak wyraźnie odjechali reszcie.
Czwarty czas zanotował Charles Leclerc, tracąc do lidera 1,126 s. Zaraz za nim uplasował się Lewis Hamilton, ze stratą 1,318 s. Lando Norris był szósty (strata 1,484 s), a tuż za nim sklasyfikowano Pierre’a Gasly’ego, spóźnionego o 1,496 s. Ósmy był Oscar Piastri ze stratą 1,510 s.
Wyniki obu kierowców McLarena warto jednak brać z dużym dystansem. Mechanicy zespołu mieli pełne ręce roboty przy obu bolidach, więc rzeczywistego tempa Norrisa i Piastriego po prostu nie poznaliśmy. Stawkę zamknął Fernando Alonso, tracący do lidera aż 4,542 s.