Kto najszybciej złapał rytm po letniej przerwie na torze w Zandvoort? Andrea Kimi Antonelli. Włoch w pierwszym treningu przed Grand Prix Holandii pojechał 1:12.949 — najlepszy czas całej stawki.
Kierowca Mercedesa wraca do gry jako lider klasyfikacji generalnej sezonu 2026, więc szybki czas na otwarcie weekendu specjalnie nikogo nie zdziwił. Tuż za nim uplasował się Lando Norris z McLarena, tracąc do Antonelliego zaledwie 0.121 sekundy. Trzeci był drugi z kierowców Mercedesa, George Russell, ze stratą 0.125 sekundy — ekipa z Brackley pokazała pazur już od pierwszych okrążeń po wakacjach.
Ferrari też nie zamierza oddawać pola bez walki. Lewis Hamilton uplasował się na czwartej pozycji, tracąc 0.190 sekundy do najszybszego czasu, a jego kolega z zespołu Charles Leclerc zamknął czołową piątkę ze stratą 0.289 sekundy.
Bez emocji się nie obeszło. Antonelli w pewnym momencie stracił panowanie nad bolidem i wykręcił pełny obrót o 360 stopni, ale zdołał utrzymać samochód na torze i pojechać dalej. Piruet ostatecznie nie odbił się na jego czasie — mimo poślizgu Włoch i tak zameldował się na szczycie stawki.
Lawson pewny siebie, Verstappen daleko w tyle
Uwagę zwrócił też Liam Lawson. Za kierownicą Red Bulla RB22 przez całą sesję sprawiał wrażenie pewnego siebie i opanowanego. Zupełnie inaczej wyglądał piątek jego kolegi z zespołu — Max Verstappen zajął dopiero 11. miejsce, tracąc aż 1.376 sekundy do czasu Antonelliego. Dla wielokrotnego mistrza świata to słaby start weekendu na torze, który wcześniej traktował niemal jak drugi dom.
Pierwszy trening w Zandvoort dał więc jasny sygnał: po przerwie wakacyjnej Mercedes wraca w formie, Ferrari depcze mu po piętach, a Red Bull musi jeszcze poskładać tempo przed kolejnymi sesjami.