Arvid Lindblad wyścig GP Bahrajnu – wyjątkowo rozgrywany na torze Sepang w Malezji – zacznie z samego końca stawki. Kierowca zespołu Visa Cash App RB płaci rachunek za przekroczenie limitu elementów jednostki napędowej.
Powód jest banalny. Na ten weekend Lindblad założy już piąty silnik spalinowy, turbosprężarkę i układ wydechowy. Regulamin Formuły 1 daje kierowcom cztery takie komplety do wykorzystania bez kary w ciągu sezonu – a Szwed zdążył wyczerpać ten limit jeszcze podczas poprzedniej rundy w Azerbejdżanie. Piąty zestaw to już automat: kara na starcie.
Ciekawe jest jednak to, że nie wszystko z Baku skończyło się punktami karnymi. Lindblad dostał tam nowy komplet dodatkowych elementów jednostki napędowej – część układu paliwowego, zawór upustowy turbosprężarki, zbiornik oleju i elementy chłodzenia. Ta wymiana zmieściła się jednak w limicie sześciu zestawów części pomocniczych, więc akurat za nią nie zapłaci żadnej ceny na torze w Malezji.
Burzliwy start w Baku
Kara startowa karą, ale ostatniego wyścigu Lindblada nieudanym raczej nazwać nie można. W Azerbejdżanie dojechał siódmy. Spokojnie jednak nie było – przy wznowieniu wyścigu doszło do kontaktu z kolegą z zespołu, Liamem Lawsonem, choć Brytyjczyk szwedzkiego pochodzenia nie dostał za to żadnej kary.
Scenariusz był taki: Lindblad, unikając kontaktu z Estebanem Oconem, zjechał w prawo na pierwszym zakręcie i zablokował koło. Jego bolid otarł się wtedy o samochód Lawsona, który wykręcił „bączka”. Mimo zamieszania Lindblad zdołał odrobić stratę czasu i minąć obu kierowców Haasa.
Po wyścigu sam zainteresowany nie uciekał od tematu. Cytowany przez motorsport.com, powiedział wprost: „Omówiliśmy wewnętrznie to, co się wydarzyło, i wiem, co następnym razem zrobiłbym inaczej. Już przeprosiłem za ten incydent. Sprawa jest zakończona. Wiemy, co zmienić w przyszłości, więc teraz czekam na Malezję”.
Teraz czeka go zadanie dużo trudniejsze niż w Baku. Odrabianie strat od samego końca stawki – i to na torze, który Formuła 1 gości tylko w zastępstwie Bahrajnu.