Sala konferencyjna przed Grand Prix USA zwykle brzmi jak miejsce rozmów o oponach, strategiach i punktach mistrzostwa. Tym razem było inaczej — Lewis Hamilton zabrał głos na oficjalnej konferencji prasowej Formuły 1, mówiąc nie o torze, lecz o świecie poza nim.
„Myślę, że musimy zadbać o to, byśmy działali na rzecz wolności Konga, Sudanu, Syrii i Palestyny. Mam nadzieję, że w pewnym momencie doczekamy się pokoju” — powiedział kierowca.
Potrzebujemy wolności i pokoju
Te słowa wypowiedział siedmiokrotny mistrz świata, dziś jadący w barwach Ferrari. A to oznacza, że jego wypowiedzi w paddocku rzadko przechodzą bez echa.
Hamilton nie po raz pierwszy odnosi się publicznie do kryzysu w Strefie Gazy. Już we wrześniu 2025 roku apelował, by nie pozostawać obojętnym wobec pogarszających się warunków życia Palestyńczyków. Ujawnił wówczas, że przekazał darowizny trzem organizacjom niosącym pomoc poszkodowanym — Palestyńskiemu Czerwonemu Półksiężycowi, Lekarzom bez Granic oraz brytyjskiemu oddziałowi Save the Children.
Wcześniej, w maju 2024 roku, kierowca wzywał do zakończenia izraelskich ataków na Strefę Gazy, mówiąc krótko: „Dość tego”. A jeszcze wcześniej, podczas ramadanu w marcu 2024 roku, wyraził swoją „miłość i wsparcie” dla Palestyńczyków doświadczających strat i trudności, apelując jednocześnie o trwałe zawieszenie broni oraz powrót zakładników.
Afryka na mapie Formuły 1
W tle tych deklaracji toczy się też inny wątek. Formuła 1 szykuje się do powrotu na kontynent afrykański. Gospodarzem Grand Prix na początku lat 30. XXI wieku ma zostać Rwanda. Hamilton już wcześniej mówił o chęci pozostania w sporcie wystarczająco długo, by móc wystartować właśnie w tym wyścigu. Nieraz podkreślał też znaczenie afrykańskiej historii i dziedzictwa oraz potrzebę większej różnorodności w motorsporcie.