Gdy George Russell przekraczał linię mety na Red Bull Ringu, od jego ostatniego triumfu minęły blisko cztery miesiące — zwycięstwo w GP Australii 2026. Długa susza. W Spielbergu jednak Anglik nie zostawił rywalom złudzeń: wrócił na szczyt podium i przy okazji odzyskał pozycję wicelidera mistrzostw świata kierowców.
Max Verstappen musiał tym razem zadowolić się miejscem tuż za Russellem. Strata? Zaledwie 1,6 sekundy. Mimo to Holender dołożył kolejne podium do swojej kolekcji na tym torze — dziewiąte, co stanowi jego własny rekord na Red Bull Ringu. Toto Wolff nie owijał w bawełnę: to Verstappen, nie bolid Red Bulla, robił największą różnicę przez cały weekend w Spielbergu.
Najniższy stopień podium zajął drugi kierowca Mercedesa, który dobrnął na trzecie miejsce pomimo problemów w pierwszej fazie wyścigu. Tuż za nim sklasyfikowano Oscara Piastriego z McLarena — Australijczyk pokonał obu kierowców Ferrari i zakończył wyścig na 4. pozycji. Po mecie nie krył satysfakcji.
„Wycisnęliśmy z samochodu absolutne maksimum” — stwierdził Piastri.
Ferrari traci na prostych, problemy w Austrii
Dla Scuderii ten weekend był gorzki. Red Bull Ring bezlitośnie uwypuklił niedobór mocy silnika Ferrari. Lewis Hamilton i Charles Leclerc zaprezentowali się solidnie w kwalifikacjach, lecz w wyścigu stopniowo tracili pozycje. Ostatecznie Lando Norris z McLarena zajął 7. miejsce, a Leclerc osunął się na 8..
Piętą achillesową Ferrari okazały się prędkości na prostych i degradacja opon. Zespół próbował ratować sytuację — sprowadził Hamiltona do boksu po miękką mieszankę podczas wirtualnej neutralizacji, ale efekt był ograniczony. Hamilton po wyścigu mówił wprost: „wciąż mamy trudności na prostych”.
Isack Hadjar zamknął wyścig na 6. pozycji. Racing Bulls miało powody do świętowania — obaj kierowcy dojechali w punktach, a zespół awansował na 6. miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Nie brakowało jednak napięć wewnątrz ekipy: Arvid Lindblad wyprzedził swojego partnera Liama Lawsona na torze, mimo że obowiązywał go zakaz zmiany pozycji. Lawson po wyścigu był wyraźnie zirytowany.
Aston Martin przeżył weekend do zapomnienia. Lance Stroll wycofał się z powodu usterki systemu ERS, a Fernando Alonso przez cały wyścig nie był w stanie nawiązać walki z nikim poza własnym partnerem z zespołu. Adrian Newey rzucił nieco światła na techniczne problemy ekipy w tym sezonie — poważny pakiet poprawek zaplanowano dopiero na GP Węgier.
Williams miał lepsze tempo jedynie od Astona Martina i Cadillaca. Carlos Sainz odpadł z powodu awarii jednostki napędowej, a Alex Albon dobrnął do mety na 17. pozycji. Alpine po raz pierwszy w sezonie 2026 wróciło bez punktów — obaj kierowcy ukończyli wyścig na 13. i 15. miejscu. Ironia: to właśnie Alpine straciło najwięcej na aktualizacji suwaka aerodynamicznego przeprowadzonej w połowie sezonu — regulacji określającej czas dostępny dla zespołów na pracę w tunelu aerodynamicznym i symulacjach CFD. Audi również wróciło z pustymi rękami, z oboma kierowcami poza dziesiątką — na 11. i 12. miejscu.
Silverstone w barwach narodowych — i nie tylko
Teraz cała uwaga F1 kieruje się na Silverstone. Williams, mający siedzibę w Grove w Wielkiej Brytanii, zmodyfikował schemat kolorystyczny bolidu, nawiązując do barw flagi Zjednoczonego Królestwa. McLaren wybrał inną drogę i ujawnił specjalną kolorystykę przygotowaną we współpracy z Google Gemini. Cadillac, z siedzibą w Fishers w USA, postawił na patriotyczny akcent — malowanie bolidu nawiązuje do 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Na Silverstone czeka też kilka niewiadomych. Verstappen zasugerował, że nowe silniki sezonu 2026 mogą negatywnie wpłynąć na charakter ścigania na tym torze. Mercedes wstrzymuje się z wprowadzaniem poprawek z ADUO, z zaskoczeniem obserwując tempo rozwoju Ferrari. Do tego wciąż nie milkną plotki transferowe — obóz Verstappena rozmawiał z Zakiem Brownem z McLarena, co rozbudziło spekulacje o możliwym przejściu Holendra. Sezon 2026 nie zwalnia.