Dlaczego Hamilton był wściekły na Ferrari po GP Holandii? Po wyścigu w Zandvoort Brytyjczyk nie gryzł się w język i wprost wezwał włoski zespół do większej elastyczności przy zarządzaniu strategią. Jego zdaniem to decyzje zza muru, a nie samo tempo bolidu, kosztowały go szansę na lepszy wynik.
Źródłem frustracji był brak team orders w środkowej fazie wyścigu. Sytuacja zrobiła się skomplikowana, gdy jeden z kierowców Ferrari wyprzedził Oscara Piastriego na 35. okrążeniu — moment, który przetasował układ sił z przodu stawki. Zdaniem Hamiltona zespół tego później nie wykorzystał. Sam Brytyjczyk zameldował się u mechaników na 43. okrążeniu, czekając na sygnał, którego — jak sugeruje — po prostu zabrakło.
Na antenie F1 TV nie chciał wchodzić w szczegóły. Zapowiedział tylko, że temat strategii omówi poza kamerami, po powrocie do bazy zespołu. „Omówimy to poza anteną, porozmawiam o tym z Ferrari po powrocie” — powiedział.
Na przebieg wyścigu wpłynął też wirtualny samochód bezpieczeństwa, wywołany na 70. okrążeniu. Ta neutralizacja pomogła rywalowi walczącemu bezpośrednio z Hamiltonem i odebrała Brytyjczykowi część przewagi, którą wcześniej wypracował na torze.
Problem nie tylko w strategii
Hamilton wskazał też na deficyt osiągów samego bolidu. Jak stwierdził, Ferrari traci około 0,4 sekundy na okrążeniu wyłącznie na prostych. „Tracimy tutaj około 0,4 s na okrążeniu tylko na prostych” — ocenił. Tyle wystarczyło, by w kluczowych momentach wyścigu tracić kontakt z rywalami walczącymi o czoło stawki.
Mimo trudnego weekendu w Zandvoort Hamilton zrównał się punktami z Georgem Russellem na drugim miejscu klasyfikacji kierowców. Do lidera, Kimiego Antonellego, traci jednak wciąż 59 punktów — a przy obecnym tempie Ferrari ten dystans nie zniknie szybko.
Podsumowując weekend, Hamilton nie krył, że przed zespołem stoi konkretne zadanie. Jeśli Ferrari ma walczyć o czołowe pozycje i zmniejszyć dystans do rywali, musi realnie podnieść moc jednostki napędowej. „Jeśli mamy walczyć i zmniejszyć do nich dystans, naprawdę musimy podnieść moc” — podsumował Brytyjczyk.