„Nie, miałem wiele wyścigów ostatnio” — tak Franco Colapinto odpowiedział na pytanie o swoje życie seksualne w hiszpańskim talk-show. Po GP Hiszpanii, gdzie dojechał na siódmym miejscu, argentyński kierowca zasiadł na kanapie „La Revuelta”, programu prowadzonego przez Davida Broncano.
Na krótkiej odpowiedzi się nie skończyło. Colapinto wyjaśnił, że jego sztab medyczny wprost zabronił mu seksu podczas weekendów wyścigowych F1. „U sportowców testosteron musi być wysoki, nie możesz doprowadzać do pożycia. Podczas weekendów wyścigowych po prostu nie możesz tego robić” — stwierdził. Kierowca Alpine powołał się przy tym na konkretny autorytet. Jego doradcą sportowym jest Fernando Belasteguin, były numer 1 na świecie w padlu — to on miał tłumaczyć Argentyńczykowi, że seks przed weekendem czy samym wyścigiem obniża testosteron i sprawia, że jedzie się gorzej.
Dla 20-letniego zawodnika to zresztą najlepszy sezon w karierze. W klasyfikacji generalnej mistrzostw świata zajmuje dwunaste miejsce z dorobkiem 27 punktów. Jeszcze rok temu jego miejsce w Alpine stało pod znakiem zapytania, zespół zdecydował się jednak przedłużyć z nim kontrakt.
Nie pierwszy taki temat w F1
Colapinto nie jest pierwszym kierowcą, który mówi publicznie o wstrzemięźliwości seksualnej związanej z rywalizacją. David Coulthard, były zawodnik Red Bull Racing, przyznał, że na początku kariery w F1 miał mnóstwo okazji — przez jego łóżko przewinęło się wiele kobiet, które „pukały do drzwi, zostawały na godzinę, a potem znikały, nawet nie zostawiając mu swoich imion”. Zastrzegł jednak, że nie działo się to w trakcie samego weekendu wyścigowego. Wtedy seks był dla niego absolutnie wykluczony, dlatego nigdy nie wdawał się w romanse z tzw. grid girls. Korzystając z uroków życia w Monako, Szkot zdradzał też partnerki — co, jak sam podkreślił, nie jest dla niego powodem do dumy.
Równie rygorystyczne podejście miał Jody Scheckter, mistrz świata z 1979 roku. „Trenowałem jak szalony. Nie uprawiałem seksu trzy dni przed wyścigiem. Trudno było w tamtych czasach o większy profesjonalizm” — wspominał.
Nie wszyscy jednak podzielali tę filozofię. Felipe Massa, były kierowca Ferrari, w wywiadzie dla „Corriere dello Sport” z 2011 roku ujawnił, że uprawiał seks w każdą sobotę, tuż przed niedzielnym Grand Prix. „Lubię ten sobotni rytuał, choć wiem, że nie czyni mnie on szybszym” — mówił wtedy Brazylijczyk.
Najbardziej skrajny przypadek to jednak James Hunt. Słynął z rozwiązłego stylu życia, nadużywał alkoholu i narkotyków — a mimo to w sezonie 1976 sięgnął po tytuł mistrza świata. Jody Scheckter zdradził po latach, że na kombinezonie Hunta widniał wymowny napis: „Seks — śniadanie mistrzów”. „Niektóre dziewczyny lubią łobuzów, a on w tej kwestii nie hamował się ani trochę” — dodał Scheckter.