„Mam nadzieję, że jeszcze go zobaczymy. Bardzo bym tego chciał, ale tylko wtedy, gdy będzie to właściwe. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał zobaczyć Michaela w stanie, w którym nie chcielibyśmy go widzieć albo w którym on sam nie chciałby, żebyśmy go oglądali” – powiedział Richard Hopkins w rozmowie z iPredicta. Ten były szef operacyjny Red Bull Racing poznał Schumachera jeszcze wtedy, gdy sam kręcił się po padoku jako mechanik McLarena. Od lat regularnie wpadali na kawę.
Stan zdrowia siedmiokrotnego mistrza świata i byłego kierowcy Ferrari to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic sportu. Historia zaczęła się w grudniu 2013 roku – wypadek na nartach we francuskich Alpach. Schumacher doznał wtedy ciężkich obrażeń głowy i przez kilka miesięcy pozostawał w śpiączce. Bliscy poinformowali później, że odzyskał przytomność, i od tamtej pory nie ujawnili żadnych szczegółów leczenia. Dziś Schumacher ma 57 lat. Z nieoficjalnych informacji wynika, że wymaga stałej pomocy medycznej i nie funkcjonuje samodzielnie.
Hopkins nie kryje, że chciałby znów usiąść z nim przy stoliku. Stawia jednak jasny warunek. „Chciałbym zobaczyć Michaela, ale chciałbym, żeby czuł się dobrze. Myślę, że 'dobrze’ to właściwe słowo. Jeśli jednak nie będzie dobrze, wolałbym go nie oglądać” – zaznaczył. Przyznał też, że nie wie, jak na takie spotkanie zareagowałaby Corinna Schumacher, żona kierowcy, która wraz z najbliższym otoczeniem konsekwentnie chroni prywatność rodziny.
„Michael był uosobieniem siły. Myślę, że Corinna chroni go bardziej, niż chroni samą siebie, rodzinę i wszystko inne. Chciałbym go zobaczyć, porozmawiać z nim i napić się z nim kawy, zamiast oglądać go w sytuacji, w której nie czułby się dobrze. Trzeba to uszanować” – powiedział Hopkins.
Schumacher, jakiego pamięta Hopkins
Do tych wspomnień sprowokowała premiera dokumentu „Schumacher 94: Narodziny legendy” na Netflixie. Produkcja opowiada historię pierwszego tytułu mistrzowskiego Niemca, zdobytego z zespołem Benetton. Sezon 1994 zapisał się w historii F1 z zupełnie innego powodu – tragicznymi śmierciami Ayrtona Senny i Rolanda Ratzenbergera podczas weekendu wyścigowego w Imoli. W dokumencie udział wzięła sama Corinna Schumacher.
Hopkins opisał kierowcę jako człowieka pełnego emocji, których rzadko ukrywał. „Schumacher był bardzo emocjonalnym człowiekiem i nosił serce na dłoni, szczególnie w sytuacjach, gdy ogarniały go emocje i złość. Nie zawsze dotyczyło to smutku. Jestem pewien, że zdarzały się również takie momenty. Nie był zbudowany ze stali ani nie był robotem. Ostatecznie był człowiekiem” – powiedział. Zwrócił też uwagę, że publiczny wizerunek Niemca nie zawsze pokrywał się z tym, co widzieli ludzie z jego najbliższego otoczenia. „Jestem pewien, że za zamkniętymi drzwiami część tego, co widzieliśmy, była pewnego rodzaju rolą. Myślę jednak, że wynikało to z jego własnych powodów” – zauważył Hopkins.