FIA przygląda się mechanizmowi ADUO, który ma wyrównywać osiągi jednostek napędowych w Formule 1. System pozwala producentom wprowadzić od jednej do kilku poprawek w silniku spalinowym — zależnie od tego, jak daleko w tyle znajdują się względem najmocniejszej jednostki.
I tu zaczyna się paradoks. To właśnie ranking ADUO stawia w najtrudniejszej sytuacji lidera stawki. Jednostka napędowa Red Bull Racing, budowana wspólnie z Fordem, została uznana za najlepszą w F1, przez co zespół nie ma prawa wprowadzić choćby jednej poprawki. Silnik Mercedesa w tym samym zestawieniu wypadł słabiej — a mimo to na torze wszystko układa się odwrotnie. Red Bull nie wygrał w tym sezonie ani jednego wyścigu, Mercedes triumfował już dziesięć razy.
Prawdziwym problemem systemu pozostaje jednak Honda. Przed debiutem F1 na torze Madring szef FIA Mohammed ben Sulayem zapewniał, że federacja zrobi wszystko, by pomóc japońskiemu producentowi nadrobić deficyt osiągów. Deficyt ten widać nawet na tle drugiej najwolniejszej jednostki, czyli Audi. W samej Hondzie panuje frustracja — mimo wykorzystania dużego ulepszenia w ramach żetonu ADUO, strata do rywali pozostaje wyraźna.
Dla FIA sprawa ma też inny wymiar — wizerunkowy. Priorytetem federacji jest zatrzymanie w stawce Fernando Alonso, uznawanego za kluczową postać dla całej serii. Hiszpan jeździ dla Aston Martina, którego właściciel Lawrence Stroll od dłuższego czasu naciska na władze F1 i FIA, domagając się rewolucji w przepisach silnikowych już od sezonu 2027.
Według serwisu „The Race” pod uwagę bierze się uwzględnienie sposobu przepływu paliwa jako kolejnej modyfikacji regulaminu. Rozważana jest też opcja objęcia pomiarem ADUO większej liczby komponentów jednostki napędowej, a nie — jak dotąd — samego silnika spalinowego. Na liście potencjalnych elementów znalazły się rozmiar turbosprężarki, temperatura pracy jednostki oraz czynniki zewnętrzne, takie jak skrzydła wydechowe.
Nie wszyscy zgadzają się co do metody
Szef Audi Mattia Binotto zaproponował na początku sezonu zupełnie inne podejście. Sugerował, by kierować się miejscem zespołu w klasyfikacji konstruktorów, a nie osiągami pojedynczego komponentu napędowego. Problem w tym, że każda zmiana wymaga szerokiego konsensusu: FIA może zatwierdzić nowe przepisy dotyczące jednostek napędowych tylko za zgodą co najmniej czterech z sześciu producentów. W stawce silnikowej F1 obecni są Ford, Honda, Mercedes, Ferrari, Audi oraz Cadillac, przy czym ten ostatni własnej jednostki doczeka się dopiero od sezonu 2029.
Ciekawe jest to, że nawet szefowie najsilniejszych na torze zespołów deklarują otwartość na zmiany. Laurent Mekies z Red Bulla i Toto Wolff z Mercedesa mówili wprost, że są skłonni przedyskutować i zaakceptować rozwiązania, które pomogą Hondzie zbliżyć się do reszty stawki.
Na razie Honda musi radzić sobie w ramach obowiązujących zasad. Producent ma możliwość poprawy jednostki napędowej dwukrotnie — w tym i w przyszłym sezonie. Nową specyfikację silnika spalinowego testowano tuż po Grand Prix Węgier, jednak ulepszona wersja przywieziona na GP Holandii wypadła znacznie słabiej niż zakładano. Pierwotnie zysk mocy miał wynieść około 30 KM. Na torze w Zandvoort zmierzono go na poziomie 15-17 KM. Mimo to napędzany silnikiem Hondy Aston Martin zdobył w Holandii punkty już po raz drugi w tym sezonie.
Rozczarowujące wyniki i problemy z projektem silnika w obecnych regulacjach doprowadziły w Hondzie do roszad kadrowych. To najlepiej pokazuje, jak dużą wagę japoński producent przykłada do rozwiązania problemu, zanim FIA zdecyduje o kształcie przyszłych przepisów.