Co mogło łączyć niegdysiejszego właściciela zespołu Formuły 1 z transferem 2 milionów euro do niewielkiego luksemburskiego klubu piłkarskiego? Na to pytanie odpowie sąd w Luksemburgu – w grudniu rozpocznie się tam proces Gerarda Lopeza, byłego szefa Roberta Kubicy z czasów jego startów w Renault i Lotusie.
Obok Lopeza na ławie oskarżonych usiądzie jego dawny wspólnik z czasów działalności w F1, Eric Lux, a także dwaj przedstawiciele klubu CS Fola Esch – Mauro Mariani i Francois Dele. Sprawa sięga 2014 roku. Chodzi o transfer 2 mln euro pomiędzy zespołem Lotus, który należał wówczas do Lopeza, a właśnie Fola Esch. Warto dodać, że zespół nosił nazwę Lotus od 2011 roku – wcześniej startował jako Renault.
Prokuratura twierdzi, że część dokumentów mających uzasadniać tę transakcję została sfałszowana. Oskarżeni bronią się inaczej – pieniądze miały trafić na program rozwoju młodych piłkarzy. Media donosiły jednak co innego: część środków popłynęła za granicę, między innymi do samego Lopeza oraz do jednej ze spółek powiązanych z Luxem. Obaj konsekwentnie zaprzeczają wszystkim zarzutom.
Zanim proces w ogóle ruszył, obaj próbowali go zablokować. Nic z tego – ich odwołanie odrzucił luksemburski Sąd Kasacyjny 21 maja 2026 roku. Za zarzucane przestępstwo grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Od Renault do Lotusa – epizod z Kubicą w tle
Nazwisko Lopeza dobrze znają polscy kibice Formuły 1. Pod koniec 2009 roku zarządzana przez niego luksemburska grupa inwestycyjna Genii Capital przejęła około 75 proc. udziałów w zespole Renault, a francuski koncern zachował pozostałe 25 proc. oraz kontrolę nad produkcją silników. To właśnie wtedy Robert Kubica podpisał kontrakt z Renault na sezon 2010 – zakończył go na ósmym miejscu z 136 punktami, jeżdżąc u boku Rosjanina Witalija Pietrowa.
Od 2011 roku ekipa startowała już jako Lotus. Genii Capital, po wykupieniu reszty udziałów od Renault, stało się jej jedynym właścicielem. Kubica miał być liderem zespołu w tym sezonie – jego formę potwierdzał najlepszy czas zimowych testów w Walencji. Te plany pokrzyżował jednak poważny wypadek podczas rajdu Ronde di Andora. Ostatecznie Polak nie wystartował w 2011 roku w żadnym Grand Prix.
Ekipa Lopeza zmagała się później z problemami finansowymi. Odczuł je również Kimi Raikkonen – Fin rozstał się z zespołem po sezonie 2013, publicznie mówiąc o zaległościach w wypłatach, a ostatnie starty w barwach Lotusa odpuścił, zasłaniając się kontuzją, właśnie ze względu na te zaległości. W 2015 roku Lopez i Genii Capital sprzedali zespół z powrotem koncernowi Renault.
Po wyjściu z Formuły 1 Lopez zainwestował w piłkę nożną – zaangażował się między innymi w Girondins de Bordeaux oraz portugalską Boavistę. Żadnemu z tych klubów pod jego skrzydłami nie poszczęściło się. W 2026 roku Girondins de Bordeaux zostało wykluczone z rozgrywek francuskich i znalazło się na krawędzi likwidacji. Boavista z powodu długów spadła w 2025 roku aż na piąty poziom portugalskich rozgrywek, a do sezonu 2025/2026 w ogóle nie przystąpiła.