„Mimo tego Montelongo przeanalizował sprawy i po minutowej przerwie do kolejnej odsłony już nie wyszedł” — tymi słowami opisano finał starcia, w którym Rafał Wołczecki pokonał Luisa Enrique Montelongo. Meksykanin postawił kreskę po piątej rundzie i na szóstą po prostu się nie pojawił.
To była już 18. walka zawodowa wrocławianina. Na ring wychodził z bilansem 18-0, z czego 12 razy wygrał przez nokaut. Montelongo, znany jako twardy meksykański journeyman, miał na koncie 18-20 i 4 nokauty.
Rozcięty łuk brwiowy już w pierwszej rundzie
Polak od razu dał do zrozumienia, kto rozdaje karty. Mocne ciosy z obu rąk sypały się od pierwszych sekund, a seria lewych prostych pod koniec pierwszej rundy zakończyła się rozcięciem łuku brwiowego rywala.
O losach walki zdecydowała piąta runda. W jej końcówce prawy krzyżowy Wołczeckiego trafił Meksykanina prosto w szczękę — nogi ugięły się pod nim natychmiast. Na deski jednak nie poszedł. Chwilę później rozległ się gong.
Minuta przerwy wystarczyła Montelongo, by podjąć decyzję. Do szóstej rundy nie wyszedł, a walka zakończyła się przed czasem.