Pod koniec maja Frankowi Sanchezowi wystarczyły dwie rundy, by znokautować Richarda Torreza i zapewnić sobie status obowiązkowego challengera IBF w wadze ciężkiej. Kubańczyk mógł wtedy od razu walczyć o wakujący pas z Filipem Hrgoviciem, zamiast tego jednak przyjął odstępne i ustąpił miejsca Mosesowi Itaumie. Kilka miesięcy później jego menadżer Mike Borao zdradza, że ta cierpliwość ma się wreszcie opłacić.
Wtedy decyzja o ustąpieniu miejsca młodemu Anglikowi wydawała się logiczna. Itauma miał wielką przyszłość przed sobą, a przez większość starcia z Hrgoviciem wyraźnie dominował rywala. Ostatecznie jednak uległ w dziewiątej rundzie – Chorwat obronił status mistrza IBF. Sanchez tymczasem zachował pozycję obowiązkowego pretendenta i, jak podkreśla jego obóz, tym razem nie zamierza nikomu ustępować.
Kolejną przeszkodą na drodze Kubańczyka ma być właśnie Hrgović. Bilanse obu bokserów są uderzająco podobne: Sanchez legitymuje się rekordem 26 zwycięstw, 1 porażki i 19 nokautów, Chorwat ma na koncie 21 wygranych, 1 porażkę i 16 nokautów. Nie jest wykluczone, że do starcia dojdzie w ojczyźnie broniącego pasa czempiona. Borao wprost wskazuje Zagrzeb jako jedną z rozważanych lokalizacji, choć zastrzega, że nic nie jest jeszcze przesądzone.
Negocjacje trwają, termin coraz bliżej
Menadżer Sancheza liczy, że pojedynek odbędzie się w pierwszym kwartale przyszłego roku. Rozmowy toczą się na bieżąco. Borao przyznaje, że pozostaje w stałym kontakcie z George’em Warrenem, przedstawicielem Queensberry Promotions, a kolejna rozmowa między stronami ma odbyć się jeszcze w tym tygodniu.
Spodziewam się, że ten pojedynek odbędzie się w pierwszym kwartale przyszłego roku. Pozostaję w stałym kontakcie z George’em Warrenem z Queensberry Promotions i do końca tygodnia znów czeka nas kolejna rozmowa.
Podobnego zdania co do szans Sancheza jest jego trener Eddy Reynoso. Sam Borao zresztą nie kryje wiary w sukces swojego zawodnika. „Wierzę, że może go pokonać i zostać nowym mistrzem świata” – zapowiada menadżer. Jego zdaniem triumf nad Hrgoviciem dałby Kubańczykowi wyjątkowe miejsce w historii dyscypliny: „Frank będzie pierwszym kubańskim mistrzem wszechwag” – deklaruje Borao.