Anthony Joshua znokautował Kristiana Prengę w drugiej rundzie — i zrobił to po tym, jak sam o mało nie stracił walki jeszcze w pierwszych minutach. Sobotnia gala w Dżuddzie była jednym z tych wieczorów, przy których serce kibiców bije dwa razy szybciej.
Już w pierwszych 30 sekundach Joshua dostał potężny cios i wylądował na deskach. Wstał. Ale spokoju nie było długo — pod koniec pierwszej rundy sędzia liczył go po raz drugi. Prenga był o krok od największej sensacji swojej kariery.
Druga runda to już zupełnie inna historia. Joshua zepchnął rywala na liny i zasypał go kombinacją ciosów zakończoną mocnym prawym sierpem. Sędzia przerwał walkę bez wahania.
„Prenga to poważny zawodnik, silny, wytrzymały. Wyszedł na ring i dał mi solidny test, ale tak właśnie robią mistrzowie — podnoszą się. Padamy na deski, wstajemy i idziemy dalej. Takie jest życie.” — Anthony Joshua po walce
Dla Joshuy to 30. zwycięstwo w zawodowym boksie. Aż 27 z nich zakończyło się przed czasem. W jego bilansie są też cztery porażki.
Na horyzoncie: „bitwa o Anglię” z Furym
Dzień wcześniej, w piątek w Tajlandii, Tyson Fury pokonał Mariusza Wacha przez nokaut techniczny — Polak nie wrócił do walki po siedmiu rundach. Teraz obaj Brytyjczycy mają stanąć naprzeciwko siebie pod koniec roku. Stawką — tytuł króla brytyjskiego boksu, a sam pojedynek jest już reklamowany jako „bitwa o Anglię”.
Promotor Joshuy Eddie Hearn potwierdził, że kontrakt jest podpisany. „Podpisaliśmy kontrakt, wszystko załatwione, ale dzisiaj wolałbym skupić się na tym, ile siły pokazał Anthony” — powiedział Hearn.