29 sierpnia w Londynie Filip Hrgović i Moses Itauma wejdą na ring — i właśnie tam zaczyna się historia Franka Sancheza. Zwycięzca tej walki już w grudniu stanie naprzeciwko Kubańczyka w pojedynku o pas IBF wagi ciężkiej.
Menadżer Sancheza, Mike Borao, nie owijał w bawełnę.
„Frank mógłby być następny w kolejce do walki o tytuł IBF, ale podejmuje finansowo lukratywną i przemyślaną decyzję, by zamiast tego zmierzyć się z zwycięzcą walki Itaumy z Hrgoviciem o tytuł mistrzowski już w grudniu.”
Za tymi słowami kryje się konkretna transakcja. Sanchez zgodził się ustąpić miejsca w eliminatorze IBF — w zamian za finansowe odstępne. Efekt? Walka Hrgović–Itauma przestała być zwykłym eliminatorem i urośnie do rangi starcia o wakujący tytuł mistrza świata IBF wagi ciężkiej.
Trzech pretendentów, jeden pas
Stawka jest wysoka dla każdego z trójki zainteresowanych. Sanchez wchodzi w ten układ z rekordem 26-1 i 19 zwycięstwami przez nokaut — i z gwarancją walki o tytuł, cokolwiek wydarzy się 29 sierpnia.
Hrgović ma za sobą 20 walk, jedną porażkę i 15 nokautów. Po drugiej stronie liny stanie 21-letni Moses Itauma — 14 walk, 14 wygranych, 12 przed czasem, zero porażek. Ich starcie miało być pierwotnie tylko eliminatorem. Teraz to coś zupełnie innego.
Sanchez ma zagwarantowane, że niezależnie od wyniku sierpniowej nocy w Londynie, do końca 2026 roku stanie przed nowym championem IBF. Grudzień nie jest daleko.